Jak przebić się przez Mury – od „Ciemnego miejsca” do niezwykłego spotkania – Proces Juliana Assange’a 21 października

Monika Karbowska

« I am in a very dark place presently

Light up the night until Victory »

Julian Assange, w liście do działaczki Wikijustice, 17 sierpnia 2019

Gdy w maju 2019 roku zaczęłam zajmowac się „aferą” Assange’a, miałam zamiar jedynie odkręcić zakręconą wokół niego „szwedzką pętle”. Moim celem było jedynie « wyczyszczenie » « mojego » feminizmu co do którego myślałam od pewnego czasu że idzie z złym kierunku poprzez poddanie się różnym manipulacjom i wpadanie w polowanie na czarownice -właściwie w polowanie na facetów – równie medialne co bezproduktywne, a na przyszłość także niebezpieczne. Potem przyszło długie lato w czasie którego człowiek Julian Assange tak bardzo zniknął z widoku że można było rzec że jest widmem, chimerą albo…wymysłem mediów.

Gdy w maju 2019 roku zaczęłam zajmowac się „aferą” Assange’a, miałam zamiar jedynie odkręcić zakręconą wokół niego „szwedzką pętle”. Moim celem było jedynie « wyczyszczenie » « mojego » feminizmu co do którego myślałam od pewnego czasu że idzie z złym kierunku poprzez poddanie się różnym manipulacjom i wpadanie w polowanie na czarownice -właściwie w polowanie na facetów – równie medialne co bezproduktywne, a na przyszłość także niebezpieczne. Potem przyszło długie lato w czasie którego człowiek Julian Assange tak bardzo zniknął z widoku że można było rzec że jest widmem, chimerą albo…wymysłem mediów.

W tym to czasie dołączyłam do stowarszyszenia Wikijustice które narodziło się w łonie ruchu Żółtych Kamizelek. W tej grupie mogałm się podzielić od dawna przemyślanymi wątpliwościami związanymi ze sprzecznościami w historii sprawy. Na przykład wydarzenia wokół ekwadorskiej placówki dyplomatycznej od dawna wydawały mi się niewiarygodne, co jest związane z moim doświadczeniem tego środowiska.[1] Doświadczenie represji antyzwiązkowej w formie procesu o kradzież jaki przeszłam w Grecji w latach 2009-2013 naturalnie krytycznie nastawiały mnie do profesji adwokatów. Pamietałam lekcje koleżanki, wielkiej dzialaczki o prawa człowieka z Wałbrzycha która nauczyła mnie jak wygrywać sprawy polityczne bez adwokatów, za to z trzeźwym umysłem. W analizie przypadku Assange’a każdy z nas w komitecie Wikijustice posługiwał się bogatym doświadczeniem politycznym i osobistym. Następnie staraliśmy się zrozumiec jego jako człowieka – przeanalizowaliśmy jego osobowość, jego historię, jego rodzinę, jego otoczenie…

Tym sposobem, odkrywając że Julian Assange w dużym prawdopodobieństwem wychował się w strasznej sekcie, the Family Cult[2], zrozumieliśmy lepiej jego samotność, brak prawdziwych bliskich. Matka jego pozostała być może do dziś, pod wypływem tej ciągle istniejącej organizacji protegowanej przez polityczne i społeczne elity Australii. Julian Assange w różnych wywiadach wypowiadał się że „ojciec to dla niego abstrakcja”[3] i nigdy nie pojawił się publicznie w towarzystwie Johna Shiptona. Jednakże dzisiaj człowiek ten podaje się za jego ojca biologicznego i posiada dziwnie uprzywilejowany dostęp do Juliana Assange’a w wiezieniu poprez zarządzanie jego „visitor listą”[4]. Poza tym, John Shipton szefuje od 2014 roku Wikileaks Party i posiada od 2006 roku nazwę domeny Wikileaks.org poprzez amerykańską firmę Dynadot[5]. Często mamy wrażenie że jego rolą jest odseparowanie więźnia od wszelkich kontaktów z organizacjami społecznymi. Julian Assange’a nie wspieraja ani jego dorosłe dzieci, ani żadne towarzyszki życia, matki tychże dzieci ani żadni inni czy inne przyjaciele i pzyjaciółki w dzieciństwa i z drogi życia. Jest to człowiek którego absolutna społeczna izolacja jest wręcz nieprawdopodobna. Odkrywając to zrozumieliśmy że « Afera Assange’a » to prawdopodobnie w genialny sposób rozłożona na 10 lat „extraordinary rendition”[6] której celem była publiczna nagonka, izolacja, a następnie zamknięcie tego człowieka aby jego złamać fizycznie i psychicznie i wysłać do „czarnej dziury” – nieważne czy to „dark place” to wiezienie Belmarsh czy… tu wstaw jedną z licznych legalnych i nielegalnych baz amerykańskich w Europie. Koniec końców człowieka na wykończeniu będą sądzić pod jego nieobecność, jego adwokaci będą go bronić pro forma, a następnie przetransportuje się go Guantanamo podczas gdy chór dziennikarski odśpiewa nam starą śpiewkę: „takie jest życie nic nie można zrobić, system jest taki silny…” Cyniczny wice przewodniczący amerykańskiej agencji Stratfor już w 2010 roku ogłosił ze losem Juliana Assange”a ma być zostać „doskonałą żoną w więzieniu” czyli niewolnikiem seksualnym w hierachii więźniów.

Zrozumieliśmy działanie piekielnej machiny i postanowiliśmy włamać się do niej by przerwać jej tryby. Tak więc udałam się do Londynu by być obecna na 4 rozprawach sądowych Juliana Assange”a od 20 września do 21 października w Westminster Magistrate Court. Przy okazji dowiedziałam sie wiele o towarzyszach niedoli Assange’a na listach ekstradycyjnych: o Polakach, Rumunach i innych wschodnich Europejczykach sądzonych ekspresowo w ramach Europejskiego Nakazu Aresztowania, często pod nieobecność oskarżonych, bez adwokatów, bez tłumaczy, nie rozumiejąc co się dzieje, przed przerażonymi i milczącymi członkami rodzin patrzącymi na ten horrony spektakl z miejsca na widowni. Podczas gdy wypatrywałam aż sąd wezwie oskarżonego Julian Assange’a czekającego na ekstradycję do Stanów Zjednoczonych, 20 września, 11 i 18 października, machina sądowa decydowała bezlitośnie o losach wschodnio-europejskiego proletariatu w Wielkiej Brytanii – 10 minut maksimum na życie każdego człowieka. Pod koniec to już nawet młodzi adwokaci którzy starali się ratować jak mogli tych robotników mówili między sobą że to czystka przed Brexitem.

W tym czasie wysyłaliśmy liczne prostety – do sądów, do administracji więziennej- oraz nasz pierwszy kompletny raport o sytuacji Juliana Assange’a. Protestowaliśmy przeciwko licznym pogwałceniom jego praw ludzkich, takich jak nie dostarczanie jemu listów, paczek, pieniędzy jemu wysyłanych do wiezienia przez ludzi dobrej woli. Domagaliśmy się aby administracja więzienna pokazała, że jeszcze jest żywy, że go nie zamordowano w jakiejś izolatce albo szpitalu psychiatrycznym. I wygraliśmy w koncu ten proces : administracja brytyjska została zmuszona do fizycznego pokazania Juliana Assange’a w sądzie 21 października. Wieść, że nikt jego nie widział od kilku miesięcy i że nie wiemy czy jeszcze żyje zaczęła roznosić się bowiem po Europie. A administracja brytyjska nie lęka się skromnych poszturchiwań ONZ-owskich komitetów od praw człowieka, lecz tu zaczął się budzić gniew ludu który jest zdecydowanie innego kalibru. Widok Żołtych Kamizelek szturmujących wóz policyjny przewożący Assange’a, zapewne dał elitom brytyjskim przedsmak tego czym może być rewolucja.

Tak więc 21 października 2019 roku wczesnym rankiem przybyłam pod Westminster Magistrate Court, mając jeszcze nadzieję że adwokaci Juliana Assange’a poproszą o jego zwolnienie, co jest prawnie jak najbardziej możliwe, według tego co powiedzieli nam polscy adwokaci wyspecjalizowani w ekstradycjach. Być moze dziś wieczor będzie on wolnym człowiekiem… Razem z koleżanką z Wikijustice przygotowałyśmy kartki z wiadomością jaką chcemy mu przekazać w odpowiedzi na jego SOS wysłany nam latem. Zamierzałyśmy pierwotnie pozakać nasze karteczki do okien samochodu prywatnej firmy wyspecjalizowanej w transporcie wieźniów która dowozi oskarżonych do sądu pobocznym wejściem. Ale wnet zrozmiałyśmy że będzie tyle policji że nasza akcja może stać się niemożliwa i zbyt niebezpieczna – może uniemożliwić nam uczestnictwo w rozprawie.

Udałyśmy się więc o 8.15 do pobliskiej kawiarni. Wkrótce potem… kogo widzimy ? Do kawiarni wchodzi adwokatka Juliana Assange’a sollicitor Gareth Peirce razem z jego barristerem adwokatem Markiem Summersem[7]. Kawiarnia jest mała, nie możemy uniknąć faktu, że słyszymy jak Gareth Peirce instruuje swojego współpracownika jak ma bronić Juliana Assange’a już za godzinę. W tym publicznym miejscu widzę wyraźnie plik kartek A4 na których najważniejsze argumenty podkreślono żółtym flamastrem. Myślę nagle jak bardzo Julian Assange był nieufny, jak obawiał sie bycia śledzonym, jak starał się chronić przed inwigilacją, do tego stopnia że przez lata nie nawiązał kontaktów z nowymi ludźmi i ciągle polegał na tych samych którzy przegrywają jego sprawę od 10 lat. A tutaj osoby te siedzą przede mną w miejscu publicznym i dystukują o jego przypadku o stoliczek od mojego krzesła. Jako działaczka nie używam ukrytych kamer ani żadnego sprzętu tego typu który dzisiaj jest dostępny dla wszystkich. Lecz w tym momencie każdy kto chciał mógł po prostu dyskretnie nagrać tak ważną rozmowę adwokatów Julian Assange’a.

Gdy o 8h45 podchodzimy do sądu, około 50 osob stoi już w kolejce do wejścia. Inni przygotowują transparenty, tabliczki z napisami « Free Assange » oraz ulotki z jego podobizną. Wydaje się to nam sympatyczne aż w końcu rozumiemy, że organizacja „komandoska” ma za zadanie zajęcie miejsc w kolejce tak aby nikt inny nie mógł wejść do sądu i uczestniczyć w rozprawie. Tym sposobem widzimy że pewni « znani ludzie » jak Kristinn Hrafnson czy Craig Murray pomimo tego , że przyszli po nas otrzymują miejsce tuż przy wejściu gdyż natychmiast młoda działaczka trockistowskiej grupy SEP odstępuje im swoje. Panowie rozmawiaja między sobą i zajmują to miejsce tak jakby im się należało nie dziękując jej nawet. Niestety bardzo podobnie będzie na sali sądowej. Grecka działaczka która na portalach społecznościowych używa pseudonimu « Greekemmy” zarządza grupą podległych jej kobiet których zadaniem jest zajęcie miejsc i odstępowanie ich w miarę jak pojawiają się spóźnieni „ważni ludzie” – John Pilger, Ken Livingstone, Vaughan Lockart Smith, a potem Francuzi którzy przybędą z autobusami Żółtych Kamizelek Juan Branco i Maxime Nicolle. Gdy wchodzi taki « ważny », Greekemmy krzyczy « substitution » i  jedna z kobiet wstaje i oddaje swoje miejsce. Uważam że takie zajmowanie miejsc jest nieuczciwe i nielegalne. Każdy ma prawo wejść na salę sądowa i być obecnym na publicznej rozprawie. Nikt z ulicy nie ma prawa rządzić kto może się dostać na salę sądu a kto nie. Nawet w Polsce nikt by się na to nie zgodził. Greekemmy robi zresztą rzeczy jeszcze bardziej karalne: gdy wypatrzy na sali sądowej albo na korytarzu kogoś kogo nie zna, natychmiast żąda nazwiska i danych tej osoby podając się za autorytet w sądowy. Takie zbieranie cudzych danych w miejscyu publicznym podając się za emanacje władzy jest nielegalne w świetle praw o ochronie danych osobistych. To jedna z wielu dziwnych reczy w kontekście walki o Juliana Assange’a. Rzecz ta ma jednak ważne konsekwencje gdyż uniemożliwia ludziom z organizacji społecznych bycie świadkami na jego procesie.

Zresztą jedna z działaczek trockistowskich rozdaje w kolejce ulotki podszeptując obecnym że nie ma co starać się wejść do sądu gdyż nie będzie miejsca dla wszystkich, sala numer trzy ma tylko 13 miejsc dla publiczości. Wiem, że to niestety prawda, ale nie poddaję się. Przechodzimy przez wykrywacz metalu razem z rodzinami dzisiaj sądzonych Polaków i Rumunów. I tu odkrywamy że plotka rozpowszechniona w kolejce jest nieprawdziwa: rozprawa odbywa się w sali numer jeden, znacznie większej. Biegniemy na pierwsze piętro. Sala jest większa, ale 40 osób czeka przed drzwiami. Greekemmy negocjuje już z firmą ochroniarską żeby « ważni ludzie” stojący obok niej weszli pierwsi. Wśród podopiecznych Greekemmy poznaję Jennifer Robinson, byłą medialna adwokatkę Assange`a, nie ma natomiast Christine Hawkins Assange ani Johna Shiptona. Greekemmy nie może więc twierdzić że reprezentuje „rodzinę” Juliana Assange’a. W tej chwili mamy takie same prawa wejścia na salę sądową jako publiczność. Urzędnicy sądu wpuszczają na salę dziennikarzy którzy uprzednio pokazali legitymacje prasowe w sekretariacie. Tłum zaczyna napierać na drzwi i Greekemmy także uczestniczy w akcji popychając mnie i ciągnąc mnie za ubranie abym pozostała w tyle. Krzyczy do mnie że „nie jestem zarejestrowana na liście”. Odpowiadam jej po grecku że nie ma żadnej listy, że jest to proces publiczny i każdy ma prawo wejść. Wtedy kobieta odgraża się, że powie wszystkim kim jestem, sugerując że jestem „zinfiltrowana”. Odpowiadam jej że każdy wie kim ja jestem, jestem znana w Grecji, może się zapytać moich znajomych działaczy, podaję jej nawet nazwy organizacji lewicy greckiej i działaczy z którymi współpracowałam. Napięcie rośnie i greckie koleżanki Greekemmy także zaczynają mnie atakować. Natomiast „ważne osoby” dla których Greekemmy wykonuje brudną robotę strażnika nie zwracają uwagi ani na nią ani na mnie. Są tak pewne siebie że wejdą na salę że spokojnie rozmawiają między sobą.

Nagle ochroniarze i urzędniczka sądu otwierają drzwi i wpuszczają pierwsze dziesięć osób. Dostaję się na miejsce widowni za szybą, na tyłach sali posiedzenia. Jest około 40 miejsc, siadam w drugim rzędzie po środku i nie ruszę się z tego miejsca przez kolejne dwie godziny. Tłum szybko wypełnia sale i Greekemmy zaczyna akcje « substytucji » dla jej „ważych osób” – tym sposbem Francuz Juan Branco dostaje miejsce miedzy Kenem Livingstonem a Johnem Pilgerem pomimo tego że przychodzi grubo spóźniony podobnie zresztą jak obaj panowie oraz lider Zółtych Kamizelek Maxime Nicolle. Vaughana Smitha, bizesmena który gościł oraz więził Juliana Assange’a na swojej farmie Elligham Hall w latach 2010-2011 według angielskiego feudalnego systemu „gwarancji prawnej” -za emigranta wypuszczonego za kaucją odpowiada Anglik który pilnuje więźnia w swoim domu[8]-, Greekemmy przedstawia jako „najbliższego przyjaciela Juliana Assange’a”. Rosły mężczyzna siada w czwartym rzędzie na miejscu innej kobiety.

Jest gorąco, czekamy ściśnięci w bezruchu, chce się pić gdyż nie wolno wnosić butelek z wodą. Czas upływa a nadal rozprawa nie rozpoczyna się. Widzę Gareth Peirce i Marka Summersa którzy zakończyli seans w kawiarni. Za nimi siedzi młoda asystentka Peirce oraz wysoki mężczyzna który okaże się być Alistar Lyon, współpracownik Gareth Peirce i być może obrońca Assange’a na kolejne rozprawy. Poznaję także Clair Dobbin, request barrister reprezentującą interesy Amerykanów którą zidentyfikowałam na rozprawie 11 października. Rozumiem teraz, że prokurator królewski siedzi w pierwszej ławie na przeciwko sędziego, po jego lewej stronie zasiadają adwokaci obrony a po jego prawej adwokaci oskarżenia. Sekretarz sądu, starszy człowiek, zasiada za biurkiem z komputerem pomiędzy katedrą sędziowską a ławą obrońców i nie będzie wcale zabierał głosu w odróżnieniu od wszystkich spraw ekstradycyjnych które do dzisiaj widziałam, w czasie których urzędnik ten posiada ważną władzę organizacji rozpraw. Tym razem młoda i elokwentna pani sędzia regionu Vanessa Baraitser będzie wiodła prym politycznego show. Około trzydziestu dziennikarzy gnieździ się na tyłach sali tuż przed szybą oddzielająca publiczność. Lecz kim są ci mężczyźni, trzech młodych i jeden starszy, wysocy, uśmiechnięci i dobrze ubrani którzy zajmują miejsca w ostatniej ławie przed dziennikarzami? Korzystają z tego czasu czekania by omówić ważne sprawy z Clair Dobbin i jej wspólpracowniczką a następnie z prokuratorem. Cała grupa gromadzi się z kącie sali tak aby dziennikarze nie mogli ich usłyszeć. Nagle rozumiem co się dzieje. To główni oskarżyciele. Amerykanie? Po rozprawie podejdę do nich prosząc o ich nazwiska ale nie będą chcieli odpowiedzieć, wychodząc wyraźnie zadowoleni z rozprawy. Zrozumiałam że opóźnienie rozprawy służy im, daje im czas na rozmówienie się oraz na dyskusje kuluarowe ze stroną brytyjską. W sprawie Juliana Assange’a nigdy nic nie dzieje się przypadkowo.

Ochroniarze a także sędzia Vanessa Baraitser zawiadamiają nas: ktokolwiek wykona jakikolwiek ruch zakłócający rozprawę zostanie natychmiast usunięty a rozprawa odroczona. Nie możemy więc sobie pozwolić na pokazanie Julianowi naszych informacji na koszulkach. Następnie sprawy toczą się bardzo szybko. Po lewej stronie sali Julian Assange wchodzi do miejsca oskarżonych za szybą. Siada na końcu, przy szybie, na przeciwko swoich obrońców. Stoi podczas gdy my wstajemy gdy sędzia wchodzi na salę. Wszyscy jesteśmy wzruszeni. Oto go z końcu widzimy… Odwraca głowę w kierunku publiczności i podnosi lewą zaciśniętą pięść. Wielu z nas, także ja, odpowiadamy na jego rewolucyjny gest. To wszystko co nam wolno zrobić. Ochroniarka stoi przed nami i mówi że od tej pory nie wolno nam już nic. Show się zaczyna.

Julian Assange jest wysoki, lekko przygarbiony ale nie wydaje mi się że jest tak chudy jak mówią niektórzy – jeśli rzeczywiście stracił 15 kilo wyglądałby bardziej mizernie. Miedzy nami a nim jest około 30 metrów i dzielą nas dwie szyby. Nie widać go w całości gdyż dolna część ławy oskarżonych jest zasłonięta. Ubrany jest w jasno niebieski sweter, szare spodnie, białą koszulę z kołnierzykiem wpuszczonym w sweter oraz granatową marynarkę. Tym razem, w odróżnieniu od posiedzenia 11 października, pozwolili mu się ogolić i dobrze widać jego twarz. Jego jasne włosy są obcięte według stylu który nosił jak był młodszy, w latach 2007-9 jeszcze na wolności – zaczesane to tylu i bez grzywki. Przez 45 minut patrzy przed siebie – na obronę, sędzinę, oskarżycieli. Ponieważ siedzę pośrodku sali na wprost sędziny, widzę bardzo dobrze jego prawy profil. Trzeba przyznać że ma wyraz twarzy bardzo, bardzo smutny, bardzo przybity. To ten sam człowiek co w 2010 roku lecz wygląda jakby miał 60 a nie 48 lat. Oczywiście nie jest dziwne, że stracił beztroskę lat wolności, uśmiech i poczucie humoru o którym tyle wtedy mówiono. Oczywiście taki smutek pojawił się u niego od lat więzienia w dziwnym lokalu placówki ekwadorskiej, usytuowanym dziwnym trafem w tym samym budynku na tym samym piętrze co przyjaciele Amerykanów Kolumbijczycy. Ale dzisiaj jest to smutek jeszcze większy człowieka zdradzonego i osamotnionego. Przez 45 minut nie pojawi się na twarzy Juliana Assange’a ani jeden uśmiech, ani jedna oznaka porozumienia z widownią. Julian Assange ani razu nie spojrzy w stronę „ważnych ludzi”. Nie pozdrowi ich, nie przekaże im żadnego znaku porozumienia. NIGDY. Także nie pozdrowi ani Gareth Peirce ani Marka Summersa. Żadnego kontaktu przyjacielskiego z nimi.

Widzę dobrze jego twarz. Ma okrągłą brodę, cofnięta do tyłu tak jakby zaciskał szczęki ze strachu cały czas. Widzę dobrze jego prosty nos, profil jak na zdjęciach z lat 2010-11. Oczy ma ciemne, szaro niebieskie. Musze powiedzieć że w odróżnieniu od wielu komentatorów nie mam wrażenia że ma martwy wzrok. Odwrotnie, odczuwam u niego wielką siłę, opór i wytrzymałość. W rzadkich chwilach kiedy wstaje lub pochyla się do szyby by pokazać, że chce rozmawiać z obrońcami, jego gesty mają pewien wdzięk tak jak w latach wolności. Człowiek ten nie poddaje się i ciagle jest sobą. Na kolanach trzyma plik kartek A4 ale nie będzie się nimi posługiwał na rozprawie. W którymś momencie wyciąga okulary z kieszenni marynarki, lecz wkłada je z powrotem. Niestety nie wiemy jaki jest stan jego wzroku, co widzi i czy nas widzi. Przez pierwszą częśc rozprawy Julian Assange zachowa tę samą postawę wycofaną co na nagraniu video z 11 października: kołysze się na krześle do przodu i do tyłu, trzyma ręce schowane pod pachami i założoną nogę na nogę. Lecz później, krótka przerwa zmieni jego postawę: zacznie uczestniczyć z tym co się dzieje, zbliży się do szyby, uważnie będzie śledził wypowiedziane słowa.

Zwraca moją uwagę kobieta która siedzi o cztery siedzenia za nim i patrzy się na niego z pewną łagodnością we wzroku tak jak pielęgniarka czuwa nad chorym. Nagle rozumiem że to strażniczka – policjantka albo ochroniarka z prywatnej firmy pilnującej więźniów. Szczegół ten pokazuje że nie jest możliwe żeby go dłużej przetrzymywali w Belmarsh – nawet strażnicy rozumieją że nie jest do miejsce dla niego, że nie jest niebezpiecznym więźniem. Przypominam sobie przypadek pana K., Polaka którego sądzono 18 października i który siedzi w Belmarsh za popełnione włamania. Wątpię by tę strażniczkę pozostawiono samą do pilnowania pana K. gdy pojawi się w sądzie na tej samej ławie co Julian Assange. Jeszcze bardziej niż kiedykolwiek Julian Assange wygląda na myszkę zagubioną w gnieździe żmij. Po przerwie pojawi się drugi strażnik który także spędzi całą rozprawę patrząc się w swój telefon. Dobroduszna postawa tych strażników zastanawia mnie. Oni pierwsi wiedzą wszystko o stanie psychicznym Julian Assange’a. A może rzeczony „dark place” to szpital psychiatryczny wewnątrz więzienia Belmarsh albo w innym miejscu?

Za mną siedzi rodzina emigranta który jest następny na liście sądzonych. Rozmawiają między sobą i nie są zadowoleni. Urzędniczka sądu wzywa ich by wyszli i zapewne tłumaczy im że ich bliski będzie sądzony po procesie politycznym. Opuszczają dwa miejsca które natychmiast zajmują kobiety od Greekemmy wygonione z sali po przybyciu Pilgera i Livingstona.

Rozprawa zaczyna się. Przedstawię tutaj co zrozumiałam. Nie jest bowiem łatwo zrozumieć wszystko co się dzieje gdyż sędzia, prokurator i obrońcy rozmawiają między sobą i nie mówią  do publiczności według zasady że sąd sądzi z imieniu króla a nie z imieniu ludu, tak jak to się ma z krajach republikańskich Europy, do których zalicza się Polska. Najpierw Vanessa Baraitser wzywa oskarżonego by przedstawił się. Julian Assange wstaje ale ma trudności z wymienieniem własnego nazwiska. Urywa w pół słowa, a kiedy udaje mu się wymówić „Julian Assange” (zwraca naszą uwagę fakt, że 11 pździernika przestawił się jako Paul Julian Assange), wkłada wiele wysiłku by wyartykułować własną datę urodzenia. Mówi cicho, słabo go słychać, ale gdy udaje mi się usłyszeć poznaję jego głos i specyficzny akcent który jest ten sam co na jego licznych wystąpieniach publicznych lat 2010. W odróżnienniu od wielu Australijczyków Assange zawsze mówił angielskim zrozumiałym dla Europejczyków dla których angielski nie jest językiem ojczystym.

Vanessa Baraister mówi o postepowaniu sprawy, o procedurach i harmonogramie tego „case” – przypadku, który ustalono już pod koniec lipca. Wielokrotnie cytuje rozprawę 31 lipca, kiedy w środku lata nikt z nas nie był świadomy jak bardzo ważna była to data a adwokaci Assange’a swoim zwyczajem nic nikomu nie powiedzieli. „Ważni ludzie” byli wtedy na urlopach a my, działacze, martwiliśmy się tylko tym brakiem jakiejkolwiek informacji o stanie zdrowia więznia politycznego. Wbrew temu co Greekemmy wykrzykiwała mi pod nosem 11 października, „technical hearing”- „rozprawy administracyjne” mogą być właśnie bardzo ważne. Pani sędzia oświadcza że „skarga Stanów Zjednoczonych doprowadziła do złożenia wniosku o ekstradycje przed rządem Wielkiej Brytanii”. Gdy pada informacja od drodze dyplomatycznej, oznacza to, że Julian Assange jest sądzony według konwencji dwustronnej o ekstradycjach pomiędzy Wielką Brytanią a Stanami Zjednoczonymi. Umowa ta pozostanie niezależnie od Brexitu w odróżnieniu od Europejskiego Nakazu Aresztowania. Natomiast w jej przypadku sąd będzie musiał rozpatrzyć sedno sprawy czyli „dowody” winy. W odróżnieniu od Europejskiego Nakazu Aresztowania kraj przyjmujący wniosek o ekstradycje nie ma obowiązku poddania się żądaniu drugiego kraju gdyż w każdy kraj zachowuje wtedy suwerenność.

Sędzia Vanessa Baraitser daję głos prokuratorowi koronnemu Lewisowi. Ogólnie oskarżenie będzie dysponowało trzy razy dłuższym czasem niż obrona – Mark Summers będzie miał 15 minut na rozwinięcie argumentów. Prokurator wstaje pomiędzy Summersem i Clair Dobbin. Na początku przedstawia skargę złożoną przez Stany Zjednoczone prowadzącą do wniosku o ekstradycje. Mówi że « naród Stanów Zjednoczonych poczuł się obrażony » opublikowaniem przez Juliana Assange’a tajnych telegramów dyplomatycznych. 19 tysięcy, 400 tysięcy… słynne liczby Wikileaks nadal mogę wywołać wrażenie. Ale my, którzy z niepokojem oczekiwaliśmy oskarżeń o „zdradę” niemal czujemy ulgę. Obraza nie jest przestępstwem…Prokurator dodaje że wykroczeniem jest fakt że publikacje te umyślnie zawierały imiona i nazwiska ludzi którzy poźniej z powodu tego ujawnienia zostali torturowani i uśmierceni przez wrogów.  

To te same argumenty co w 2010 roku i wiadomo że to nie prawda. Nawet ówczesny rząd Stanów Zjednoczoncych musiał się przyznać że nikt nie stracił życia z powodów publikacji Wikileaks. Ale co mogliby dzisiaj wymyślić nowego w sytuacji kiedy ich oskarżenia gwałcą ich własne prawa o wolności słowa i publikacji? Muszą coś wymyśleć by usprawiedliwić „obrazę” narodu amerykanskiego. Trudno im będzie usprawiedliwić „zdradę” kiedy można zdradzić tylko własny kraj a Assange nie jest obywatelem amerykańskim. Prokurator i sędzia odbywają dialog w sprawie dat rozpraw. Mowa jest o 2 maja, aresztowaniu i skazaniu za naruszenie zwolnienia za kaucją, o 14 czerwca, „extradition adress” czyli wniosek o ekstradycje, natępnie 31 lipca „case management,” rozprawa organizacyjna, wreszcie rozpatrzenie skargi i ważny dzień dla obrony – 18 października. Tak, 18 października wydarzyło się coś ważnego. Siedziałam tego dnia prawie cały dzień w sali numer 3, kiedy decydowano o ekstradycji niespełna 30 wschodnich Europejczyków. Nie widziałam Juliana Assange’a ani na żadnej liście ani na sali a jednak ważne rzeczy wydarzyły się pomiędzy adwokatami a sędziami. Niewykluczone, że był to termin składania dowodów obrony i że to zostało załatwione przez adwokatów poprzez bezpośrednie złożenie dokumentów do teczki sprawy. Z tego co rozumiem, prokurator żąda by obrona złożyła swoje wnioski w ciągu miesiąca a obrona prosi o termin trzech miesięcy.

Pani sędzia w końcu oddaje głos adwokatowi Markowi Summersowi który rozpoczyna swoje wystąpienie. Zaczyna przemawiać dość głośno lecz wkrótce niestety głos jego cichnie i pod koniec publiczność nie słyszy tego co mówi. Z tego co rozumiem podkreśla, że proces ma ważny charakter polityczny i będzie miał znaczące skutki dla osób zgłaszających naruszenie prawa i dla dziennikarzy śledzczych. Mówi dobrze o wolności słowa ale nie jestem pewna czy jego piekne słowa wnoszą coś nowego dla sytuacji Julian Assange’a gdyż nie atakuje on wprost argumentów oskarżenia o „ obrazę” narodu amerykańskiego. Summers oświadcza że ważnym dowodem obrony będą nagrania « spanish contractors » czyli hiszpańskiej firmy ochroniarskiej która szpiegowała Juliana Assange’a w lokalu ekwadorskim. Aby mieć czas na złożenie tych dowodów Mark Summers prosi o odroczenie terminu. Zawsze jestem trochę podirytowana gdy adwokaci Assange’a protestują, że prywatna firma nagrywała ich rozmowy z klientem. A kiedy będą protestować że szpiegowano jego życie prywatne i nagrywano wszystko włącznie z chwilami najbardziej intymnymi? Kiedy z końcu ktoś kiedyś wytoczy proces do pogwałcenie prawa do życia prywatnego i prawa do dobrego imienia tym wszystkim którzy od lat szkalują Assange’a wyzywając go od gwałcicieli? Summers cytucje Chelsea Manning i mówi o konieczności kontaktów z adwokatami amerykańskimi. Chce kilka miesięcy więcej ale nie podaje żadnej konkretnej daty w lutym, marcu ani kwietniu. Podaje datę 18 grudnia, a jeśli sędzia udzieli jedynie dwóch miesięcy na złożenie wniosków obrony, to wtedy ten « full extradition hearing »- ostateczna rozprawa ekstradycyjna odbędzie się zgodnie z planem strony oskarżającej w lutym 2020 roku.

Pani sędzia powtarza głośno :  » application for more time for evidence » – wniosek o odroczenie terminu na zebranie dowodów. Julian Assange patrzy się na to wszystko z pustym wzrokiem. Wydaje się być psychicznie nieobecny przy spektaklu. Ożywia się dopiero gdy sędzia zarządza przerwę by pozwolić jemu by jednak porozumiał się ze swoimi obrońcami. Mark Summers rzeczywiście skarżył się na utrudniony dostęp do niego w więzieniu. Jednakże adwokat nie składa wniosku o uwolnienie albo o zamianę więzienia i przeniesienie do więzienia w Wandsworth gdzie przebywają wszyscy ekstradowani. Polscy adwokaci tłumaczyli nam, że nie tylko przeniesienie jest prawnie możliwe, ale byłoby wskazane gdyż jest to reżim wiezienny o niebo łagodnieszy niż w Belmarsh  – więźniowie zachowują kontakty społeczne, mogą znacznie łatwiej otrzymywać listy, paczki i wizyty. W tym momencie rozumiemy że w tym teatrze jakim jest sąd znany adwokat przede wszystkim dba o własną karierę. Nie będzie ryzykował więc reputacji prosząc o coś czego nie otrzyma. Więc nie prosi. Nie jest wykluczone że Juliana Assange’a skuteczniej by bronili ludzie mniej znani którzy nie ryzykuja ani reputacji ani kariery.

Rozpoczyna się przerwa. Sędzia wychodzi, wszyscy wstają jak w szkole. Wtedy to ludzie od Greekemmy zajmują się sobą. Jedni idą się napić, drudzy do toalety, inni rozmawiają ze znajomymi i zajmują się  własnym pijarem z dziennikarzami. Mało kto w tym momencie interesuje się Julianem Assangem. Oczywiście ja zostaje. Patrzę się na niego, uśmiecham się, niewiele więcej mogę zrobić niż ufać że myśli mogą przebić mury. Wtedy widzę że zbliża się do szyby. Rozmawia najpierw z Gareth Peirce i Markiem Summersem a następnie Alistar Lyon pochyla się nad nim. Widzę że mnie widzi, taką rudą w kostiumie fioletowym, starannie dobranym by wyróżniać się z daleka – wiem jak to jest jak się słabo widzi, kolory są ważne. Julian Assange’a ma cieme smutne oczy. Koniec przerwy, wstajemy, pani sędzia wraca.

Powracamy do walki o daty. Prokurator żąda jednego miesiąca : »it is very easy to say more time »‘ – łatwo mówić więcej czasu. Summers prosi o wiecej czasu ale zawsze mowa jest o 18 grudnia, dwa miesiące po tym ważnym dniu 18 października. Sędzia mówi że trzeba negocjować. Julian Assange zbliża się do szyby i tym razem słucha co się dzieje. Aktorzy gry o czas i specjaliści „case management”- „zarządzania przypadkiem” wyjmują terminarze jak na spotkaniu biznesowym. Jeśli złożenie dowodów obrony odbędzie się 18 grudnia, 18 stycznia odbędzie się « prosecution hearing » – „rozprawa oskarżycielska”, a następnie „full extradition hearing”, końcowa rozprawa ekstradycyjna będzie mogła się odbyć od 21 do 24 lutego 2020 roku.

Tak też się stanie. Sędzia oddala wnioski, zresztą nieprecyzyjne, Marka Summersa. Decyduje się na takie kalendarium sprawy. Potem zwraca się do Juliana Assange’a by ogłosić jemu jej decyzję. Mówi mu, że pozostanie w areszcie i że musi z tego tytułu pojawić się na rozprawie co 28 dni. Następna rozprawa odbędzie się więc 18 listopada przez video. Oczywiście Vanessa Baraitser nie zawiadamia nas, że daty te są okazją by składać wnioski o uwolnienie, warunkowe za kaucją czy ostateczne z powodów zdrowotnych czy rodzinnych. Jest to możliwe i wiele razy widziałam polskich adwokatów w walce o zwolnienie z aresztu polskich więźniów. Ale tutaj pani sędzia nie musi się o to martwić, wie że obrońcy Assange’a nie będą składać żadnych wniosków ani o nic walczyć skoro nie walczą o to od 11 kwietnia. Spokojnie podaje kalendarz wydarzeń : 19 grudnia przez video « case management hearing », potem 18 stycznia po 28 dniach aresztu, potem koniec od 21 do 24 lutego. Końcowa rozprawa odbędzie się w sądzie w Belmarsh. Na naszej sali rozlega się szept przerażenia : tam nie będzie publiczności, będzie to sąd kapturowy niemal jak w ancien reżimie.. Nagle czujemy się wszyscy solidarni, nawet z Greekemmy…

Na końcu Vanessa Baraitser pozwala Julianowi Assange’owi zabrać głos. I wtedy staję się coś nieoczekiwanego i strasznego. Julian Assange wstaje, zbliża się do szyby, chce coś powiedzieć. Nie ma siły by wypowiedzieć całe zdania… Zdania są urwane, ma słaby i cichy głos, jąka się.. Tym razem nie można udawać że się nie widzi że człowiek ten przeszedł tortury… To jest straszne… Każdy z nas wytęża siły by jego usłyszeć, zrozumieć… Czujemy się nagle wszyscy razem, zapominam nawet o agresywności popleczników „ważnych ludzi”…Julian Assange płacze jak na balkonie ekwadorskiego lokalu w maju 2017 kiedy wiedział że czeka go droga przez mękę. Lecz Vanessa Baraitser, niczym zimny kat, najpierw pyta się jego czy zrozumiał co się dzieje. On odpowiada że nie !  Wtedy ona mu radzi by zapytał się adwokatów jakby był dzieckiem albo ubezwłasnowolnionym człowiekiem! Tymczasem jeśli człowiek dorosły jest w takim stanie psychicznym, że nie rozumie co się dzieje, powinien natychmiast być zwolniony z więzienia by mógł dojść do siebie i sam się bronić! A tu odsyła się jego chorego do adwokatów by za niego decydowali!

Ale Julian Assange walczy, nie daje się zepchnąć do klatki psychicznie chorego, pasywnie czekającego na decyzje podjęte przez innych! Udaje mu się powiedzieć że ten proces nie jest fair, że mocarstwo miało 10 lat by przygotować się, a jemu zabrano wszystko, nawet dokumenty niezbędne do obrony… Ostatnie słowa są straszne. Słyszę jedynie „interior life” i „children”. Nie rozumiem nic więcej. To horror. Anglicy także nic nie rozumieją. Pytam się sąsiada co usłyszał ale on niewiele więcej wie niż ja. Dopiero potem dowiemy się od dziennikarzy którzy byli w stanie zrekonstruować wypowiedź Juliana Assange’a, także dlatego że siedzieli o 10 metrów od niego za jedną szybą podczas gdy my oddaleni byliśmy o 30 metrów za dwoma szybami. „Włamali się do mojego życia wewnętrznego za pomocą psychologów. Ukradli DNA moich dzieci ». Cokolwiek te słowa znaczyły, człowiek który je wypowiada wyraźnie nas zawiadamia że go torturowano. Tortura jest zbrodnią przeciwko ludzkości, należy to przypomnieć na tej sali…

To koniec. Sędzia wychodzi. Julian Assange wyszedł w tej samej chwili. W tym zamęcie i emocjach spuściłam wzrok i przegapiłam ten moment. Ochroniarze wyganiają nas z sali a potem wyprowadzają prawników i dziennikarzy. Scigam Amerykanów by złowić jakieś nazwiska a potem proszę o rozmowę z Alistarem Lyonem. Clair Dobbin rozpoznaje mnie gdyż rozmawiałyśmy po rozprawie 11 października. Kłania się mi. Inni przed budynkiem sądu robią pijar z dziennikarzami podczas gdy Żółte Kamizelki ścigają wóz policyjny odwożący Juliana Assange’a. Wiemy już że on wie że nie jest sam. Jestem pewna że to zrozumiał. Widział nas i usłyszał lud który przyszedł by go odbić…

Nqgle widzę że trzech panów- Hrafnsonna, Pilgera et Lockharta Smitha wychodzących z sali „consulation room 4”, sali normalnie zamkniętej i przeznaczonej dla adwokatów i ich klientów. Wyglądają na zadowolonych z siebie. Zaintrygowana podchodzę i widzę przez szybę Juana Branco rozmawiającego z Renatą Avilą, była współpracowniczką Assange’ w Wikileaks, obecnie dyrektorką w organizacji Open Democracy finansowanej przez Open Society Institute Sorosa a także działaczką w komitecie kierującym partią Yannisa Varoufakisa Diem 25. Jestem zdziwiona że brytyjski sąd tak surowo przestrzegający zasad prawnych pozwala na prowadzenie zebrań partii politycznych w lokalach zarezerwowanych dla adwokatów i klientów, przewidzianych przecież w celu uniknięcia spotkań w kawiarniach takich jak to którego byłam świadkiem z rana między Gareth Peirce a Markiem Summersem. W tej sprawie adwokatami są jedynie Gareth Peirce sollicitor i Mark Summers barrister a klientem nie jest nikt inny tylko Julian Assange, a nie oficjalny redaktor dzisiejszego Wikileaks Hrafnson, emerytowany dziennikarz Pilger czy właściciel klubu Lockart Smith, nie mówiąc o niejasnej roli polityków Avila i Branco. Assange jest człowiekiem dorosłym, nikt nie ma prawa za niego podejmować decyzji… Chyba że już go obezwłasnowolniono ? Musimy to wyjaśnić. W przeciwnym razie my także, jako organizacja praw człowieka powinniśmy mieć dostęp do tego lokalu.

Zresztą adwokaci Assange’a nie korzystają nawet z przysługującego im prawa używania tych sal do spotkania z ich klientem godzinę przed rozprawą i aż do trzech godzin po, zgodnie z tym o czym nas powiadamiają polscy adwokaci. Mnie już chyba nic nie zdziwi. Wychodzimy na dwór gdzie kamery telewizji działają pełną parą wśród tłumu zgromadzonych. Pora odnaleść naszych towarzyszy. Żółte Kamizelki eksportują Rewolucje do Londynu. Walka trwa.


[1] Wątpliwości moje przedstawiłam w artykule „ Faire la lumiere pour gagner la bataille – qui sont les proches de Julian Assange ? « Naświetlić ciemność by wygrać walkę – Kim sa bliscy Juliana Assange’a » ?

[2] Literatura dotycząca tej politycznej sekty zwanej także the Santiniketan Park Association która była największym skandalem Australii lat 80 tych jest dość bogata. Czytelnik może zaćząć od strony Wikipedia a potem z łatwością znajdzie na internecie książkę Sarahy Hamilton Byrne, artykuły prasowe, filmy i programy telewizyjne o guru Annie Hamilton Byrne oraz wywiady z dziecmi które przeszły przez sektę

https://en.wikipedia.org/wiki/The_Family_(Australian_New_Age_group)

[3] https://www.youtube.com/watch?v=wkTZAkBgAjE

[4] Lista osób odwiedzających w więzieniu. W teorii to więzień sam zarządza tę listą ale w przypadku Assange’a są duże wątpliwości czy pozwolono mu na to.

[5] https://website.informer.com/wikileaks.org

[6] „nadzwyczajne aresztowanie „ – porwanie przez CIA opozycjonistów i więzienie ich w tajnych więzieniach

https://en.wikipedia.org/wiki/Extraordinary_rendition

[7][7] Brytyjski system prawny odróżnia adwokata „sollicitor” który jest w bezpośrednim kontakcie z klientem i może reprezentować go w sądzie pierwszej instancji od „barristera” który ma prawo przemawiać w sądzie i jest jedyny dopuszczony do obrony w sprawach kryminalnych, w sądach królewskich crown court i w sądach wyższej instancji. Jest to system hierarchiczny i mało przejrzysty, często niezrozumiały dla mentalności Europejczyka z kontynentu.

[8] System ten jest stosowany często wobec cudzoziemców nie mających pracy oraz rodziny w wielkiej Brytanii. Człowiek oskarżony jest zwolniony za kaucją ale musi mieszkać u gwaranta który także jest odpowiedzialny za stawienie się oskarźonego na policji do kontroli. Taka była sytuacja Juliana Assange’ a w 2010 roku. Nie posiadał żadnych dóbr ani umowy o prace z Wikileaks dla której to organizacji pracował jako wolontariusz. Henry Vaughan Lockart Smith, właściciel hotelu i restauracji oraz agencji produkcji filmów gościł jego ale także gwarantował wobec systemu brytyjskiego że Assange jest w areszcie domowym.

How to break walls – From a « Dark place » to a fantastic meeting, Julian Assange’s hearing on October 21st 2019

L’attribut alt de cette image est vide, son nom de fichier est JA-2011-bracelet-eletronique.jpg.

Monika Karbowska

https://www.linkedin.com/pulse/situation-report-1-political-prisoner-julian-assange-v%C3%A9ronique/

Julian Assange SOS | LinkedIn

L’attribut alt de cette image est vide, son nom de fichier est 20190817-CR-RECU-JA_Page_3-1024x502.jpg.
Letter received by Wikijustice activist on 17 August 2019 in response to her letters to Julian Assange
L’attribut alt de cette image est vide, son nom de fichier est 20190817-CR-RECU-JA_Page_4-1024x501.jpg.
SOS written on the back of the letter
L’attribut alt de cette image est vide, son nom de fichier est 20190817-CR-RECU-JA_Page_2-1024x527.jpg.
Julian Assange’s Belmarsh address and prisoner number

In May 2019, when I started to deal with « The Assange Case », I first planned on revealing the confused plot based on the Swedish allegations fabricated against him. I mainly wanted to « clean my own » feminist sphere because, in my opinion, they let themselves be the puppets of questionable organizations and they strayed into manhunts both media-crazed and illegal. Then summer came and Julian Assange, as a man, got totally forgotten to a point we could wonder whether he was real. Was he dream, a ghost or just pure fiction ?

L’attribut alt de cette image est vide, son nom de fichier est assange-bw.jpg.

And then I joined Wikijustice Committee, born from the Yellow Vests movement, and I was finally able to share with my comrades from the committee, the doubts I had always held concerning the inconsistency of the case : from the incongruities in the Ecuadorian diplomatic mission – mentionned in a previous article – to my concerns regarding the strategy adopted by the legal team. And because I had to face repression myself, it was naturelly that I carried out a critical review. We considered the « human side of the problem » : Julian Assange’s personnality, his personal background, his familly, his relationships… And the situation that appeared to us grew more and more complicated. His loneliness, his social isolation and his deprivation of human contact made us fear the worst : could it be that the Assange case is one of the biggest scandal ever in today’s West Europe ? The story of an « extraordinary rendition » meticulously organized over a ten-year period, aiming at isolating him, slandering him and then keeping him locked in, thought it is grotesque and illegal, before destroying him both mentally and physically, and throwing him in a « dark hole » – whatever may be the name of such a place, Belmarsh or somewhere else, and there you can insert the name of any American base in Europe, secret or not – … In the end, the wrecked man’s trial was held in absentia. He was half-heartedly defended by people hardly convinced of his innocence, then sent to Guantanamo, « because – hey ! – we can do nothing, right ? » – and that’s the old-fashioned antiphon loosely and largely singsang by the government – where he will became an « excellent wife in jail », as a Vice-president of Stratfor cynically put it, which means a rapted body used as a sexual slave.

L’attribut alt de cette image est vide, son nom de fichier est julian-assange-occupy.jpg.
Julian Assange in 2012 at Occupy London

After revealing the conspirancy, we tried to put a halt to it. Thus I went to London to attend  the four extradition hearings at Westminster Magistrate Court between September 20th and October 21st 2019. At the same time, I learnt a lot about Julian Assange’s mates through bad times – extradited Polish and East-European, tried in absentia, with no lawyers and no interpreters, with no understanding of the situation, watched by their resigned silent family members sitting sitting the audience. I witnessed the life of the East-European working-class who moved to Great-Britain were passing on and on while I was waiting for the British administrative authorities to call Prisoner Julian Assange.

Because we spoke out so much against the many human rights violations, the never-received letters, the undelivered packages, the fact that our protestations lodged with the prison administration stayed unaswered, we finally got what was unhopped-for : UK authoritiess had to physically bring Julian Assange to the court, to prove he wasn’t tortured to death, as British authorities are responsible under criminal laws of his safety because he is deprived of liberty and kept locked down in one of their cells. And torture is a crime – right ? -. So are extrajudicial murders. It is possible to elude  slaps on the wrist from UN committees but, in the long term, public warth can be terrifying. Yellow vests storming the police van where Julian Assange was gave British elites a idea of what is Revolution.

L’attribut alt de cette image est vide, son nom de fichier est 897px-Eugene_Delacroix_-_Le_28_Juillet._La_Liberte_guidant_le_peuple.jpg.
The famous French Liberty Leading the People – I sent this postcard to the letter I wrote to Julian Assange in June 2019

Here we are… On October the 21st, 2019 eary morning, I was in front of Westminster court, hoping that Julian Assange’s legal team would request his release and, as he is innocent, he would be released maybe on the very same evening… With my comrade from WikiJustice, we made tiny pannels with messages that we wore on T-shirts. We intended to wave them near the privately-owned van that would bring him to the court, through a door on a side street. However, we quickly uderstood that the police would be there in full force and that the act would be considered as a evasion attempt which would stop us from entering the courtroom.

L’attribut alt de cette image est vide, son nom de fichier est maxresdefault-1024x576.jpg.
Julian Assange in 2009 or 2010

At 8:30, we were still at the nice coffee shop near the court which is also the lawyers’ headquarters. To our surprise, we met Julian Assange’s lawuer : Gareth Pierce and the barrister she works with : Mark Summers. The coffee shop is a small place and we could not avoid witnessing her giving instructions to her co-worker about the defence line he would use in less than an hour. In this public place that everybody can enter, I saw the A4 5-to-10-page document with yellow highlighter on it. I could not stop myself from thinking of Julian Assange, scared of being followed by US secret intelligence services, unable to trust strangers to the point he had kept on relying on the same people for 10 years, even if his said friends turned out to be harmful. I never use hidden camera. I never hide myself because I act as an activist but… In such a place, walls may have ears…

Julian Assange in 2013 or 2014

We went to the court and were surprised to discover about 50 people already queueing to enter the courtroom. Others were making signs, placards and banners of Julian Assange. The atmosphere was nice till I understood that everything was prepared so that late « famous figures » related to the case could attend the hearing, overtaking us in the queue, even if it meant becoming Kings and Queens of line-jumping and preventing us from entering the building. And well, Kristinn Krafnsonn and Craig Murray came well after me but an activist gave them up her place, and they ended up right in front of the door without thanking her. The same went in the courtroom. The activist also known on social networks as « Greekemmy » was leading a group of women, all shadow workers, who warmed seats till they gave them up to VIPs such as Pilger, Livingstone, Vaughan Smith, and even Juan Branco then Maxime Nicolle well later. All « Greekemmy » needed to yell was « substitution » : then, a woman stood up and someone else got her seat. Such a way is neither honnest nor legal. Everybody has a right to attend a public hearing. Nobody should  claim to decide who can enter the courtroom and who cannot. Even in Poland, this would not be accepted. But « Greekemmy » did worst : when seeing someone she did not know in the corridors or in the courtroom, she insisted on knowing their names and their contact details in a very heavy-handed way, as if she were a police officer. Yet, it is illegal to collect personal datas of people met in a public place and passing off as a member of relevant authorities. It was a new oddiy to add to the many ones in the Julian Assange case which had consequences as it discourage citizens from attending the trial hearings…

L’attribut alt de cette image est vide, son nom de fichier est IMG_20191021_091328-1024x768.jpg.

 Craig Murray and Kristinn Harfnson and the activist who warmed up to him

Besides, a woman passed by the queue and whispered to us that very few people would be allowed to attend the hearing. Room number 3 is very small. There are only 13 seats for the public audience. It was true and I knew but I persevered. We went throught the security scanning archway with the other daily Polish or romanian defendants’ familie. What a surprise ! The hearing was to take place in the biggest room : room number 1 ! We raced up the first floor. Even if there was more room, about 40 people were already queueing there. Greekemmy was negotiating with the safety guards in order to make her mentees overtake others in the queue. Among them, I spotted Jennifer Robinson, Assange’s former newsworthy lawyer, but I saw neither Christine Hawkins nor John Shipton. Greekemmy could not take advantage of being Julian Assange’s family members. At this stage, we were all equal : citizens who came to attend a public hearing. Ushers let about 20 journalists enter after they showed their media credentials to the secretariat. People started to push the doors and Greekemmy is one of them ! She pushed me and pulled me then she yelled at me : « you’re not on the list ! ». I answered in Greek and said that there was no such list, that the hearing was public and that everybody was allowed to enter. She threatened me and then implied that I am a spy… I told her to ask my Greek political friends to find who I am, as – yes – I am well-known in Greece… And while her Greek girls were trying to pester me, while both the emotions and the heat of the crowd pressed against the doors were getting high, the VIPs my opponent works for, did not even pay attention to her : they despise her so much they spoke to each other, just happy to meet again.

L’attribut alt de cette image est vide, son nom de fichier est DSC_4395-1024x684.jpg.
Yellow Vests outside of the Westminster Court
L’attribut alt de cette image est vide, son nom de fichier est DSC_4411-1024x684.jpg.
L’attribut alt de cette image est vide, son nom de fichier est DSC_4421-1024x684.jpg.

At some point, security guards asked people to calm down and started to gradually let people enter. I stood in a small room, behing a glass pannel. It is the same as in room number 3, but larger. I sat in the middle of the second row and I did not intend to move no matter what the consequences. Quickly, the room is filled and the « substitution » circus could start, allowing, though he is late, Juan Branco to sit in-between John Pilger and Ken Livingstone, among journalists, on my right. He tried to sit directly in the court room but ushers made him leave as he had no media credentials and was not registered at the British bar. They also wanted him to have his bag searched by security guards as he obviously managed to avoid them. Slightly blushing, the young newsworthy Frenchie complied. Maxime Nicolle came at the end of the hearing, as the same process was used, a woman standing up and giving him up her seat, next to his friend.

It was hot, the place was crowded and we stayed still. We were thirsty because we were not allowed a bottle of water. Time went by and everybody got seated in the room but the hearing had not even started yet. I noticed that Gareth Pierce and Mark Summers came in, after their chat in the coffee shop, right after his assistant and another man. I would learn later that he was Alistar Lyon, Pierce’s close collaborator. I sighted Clair Dobbin, the US request barrister and collaborators of her. I realised that the Prosecution – the prosecutor – sat opposite the magistrate, with the defence counsel on the left and the prosecuting lawyers on his right. The court clerk, an old man, sat at a desk, at the base of the platform where the magistrate was. He stayed remarkably quiet, letting young courteous Judge Vanessa Baraister dealing with the political show. The many journalists were lined up at the rear of the room, right in front of the glass panel separating the public from the legal staff. But who were those four men : three tall young men, wearing well-tailored suits and bright smiles, and an slightly older one ? They used the endless waiting time together, to consult with Clair Dobbin and her co-worker, then with the prosecutor… They moved so journalists could not hear them. It was clear : here were the fine men of the prosecution. American ? When asked, they refused to give their names at the end of the hearing. They went out quite pleased with themselves, smiling. I quickly understood that the hearing was delayed in order to give them time to talk to the British team. In the Julian Assange case coincidence never occurred.

The safety guards then Vanessa Baraister warned us : the slightest disturbing movement would have us out and the hearing would be suspended. It was clearly impossible to show our little signs. There was silence for a while then everything happened so fast. The hearing started. Julian Assange appeared in the area where defendants sit behind a glass panel, perpendicular to our spectator area. He sat at the back. He stood up at the same time as us, when the judge entered the courtroom. We were overwhelmed. He was there… He raised his left fist and turned to us. We answered to his revolutionary greeting by raising our fists too. It was the only thing we were allowed to do. The safety guard was watching us and signalled we had to stop. The show started.

Julian Assange is tall and hunched-backed. But he doesn’t seem too thin from afar – We were about 30m away, behind to glass panels and could only see upper as the lower dock is opaque. It was only when he stood up and when his jacket went up that we realised he was very thin. He was wearing a new sky blue sweater, a white shirt with the colar tucked in the sweater, a navy blue jacket and grey trousers. This time, he shaved and we could clearly see his face. He had his white hair cut and his hairstyle was the same as the one he liked when he was younger, in 2007-2009, with no fringe and his hair combed back. The hearing lasted 45 minutes and he kept looking straight ahead all along – at the judge, the lawyers and the request party – and, as I sat in the middle of the spectator area, I had a clear view of his right profile. Well, I must say he looked very sad and down. He seemed to be the same man as in 2010, but as if he were 60 and not just 48. And of course he lost the ingenuous look he had when he was free, his smile and his sense of humour. I know it was already the case during his captivity at the Ecuadorians’, but I think it had worsened. He did not smile a bit during the 45-minute hearing. Moreover, he did not give a glance at his « relatives », the celebrities. He NEVER greeted them or nodded to acknowledge their presence. NEVER. Besides, he did not greet Gareth Pierce or Mark Summers. He made no gesture towards them.

L’attribut alt de cette image est vide, son nom de fichier est JA-le-21-octobre-2019.png.
Julian Assane pictured after the Yellow Vests managed to stop the van for a few seconds. The photo is of the man I saw in courtroom 1

I could see his face. His chin was rounded and backwards, as if he were permanently gnashing his teeth. It emphasized his straight nose, just like on 2010-2011 pictures. He had dark grey-blue eyes and a look that was really something. I must say that, though he was down, he was physically charismatic and he showed mental strength. He was coping with the situation. When he stood up to talk to the lawyers, he still moved gracefully and naturally. He has a strong side and a soft side. He was carrying a folder but never consulted it. At some point, he started to take his glasses out of his pocket but put them back. Unfortunately, we do not know what he is able to see. During the firts part of the hearing, he kept standing back just like he did on the video filmed on October 11th : he was rocking back and forth, he seemed distant, put his hands under his armpits and the flaps of his jacket, and put his left leg on his right knee. Later, his behaviour changed and I was able to finally see his hands, still long and delicate as on pictures before he was locked down in 2011.

L’attribut alt de cette image est vide, son nom de fichier est Assange-octobre-2019-1024x576.jpg.
Assange flashed by Russia Today photographers in the van

I noticed a black woman who entered the dock with him and sat four seats behind. She was giving him caring and considerate looks, just like a nurse would do with a patient. I realised later she was a prison guard – either a police officer or a security guard working for the company dealing with prisoners monitoring and tracking. The way she looked at him just shows he should not be detained at Belmarsh HMP… If even guards understand that he should not be there and that he is not dangerous. Let’s compare his case to M.K.’s one. M.K. was the Polish detainee convicted of robbery on October 18th. I attended his hearing. I felt compassion for this compatriot : he was the same age as me, probably  came from the working class, who lost so much because of capitalism, and he spent his life either in jail or committing robbery. Such a total disaster… But M.K. was a violent and tough guy. It was obvious and so it is quite difficult to believe that a lady like this one would have been left alone guarding him in the dock, while he appeared in person at the courtroom ! Julian Assange looked more and more like a mouse lost in a rattlesnake nest. 

The family of the next migrant who was about to be sentenced sat behind me. They looked upset and there was discussion among them. The usher came and made them leave. She told them his hearing would be held much later, after the political trial. Two seats were thus avalaible and two women, Greekemmy’s shadow workers who were expelled from their seats when Pilger and Branco arrived, were able to attend the hearing.

The guard spent the whole time on her mobile. At the first half of the hearing, another black guard came in sat far from Julian Assange. The way these guards acted, and because they directly witness his mental condition, make me think that the « dark place » may be a psychiatric unit at Belmarsh HMP or somewhere on a base.

The hearing started. I’ll share my thoughts and what I understood, though it was not easy to catch everything that was said, the judge, the Prosecution and the lawyers discussing among themselves to serve Justice rendered in the name of the king, not in the name of people, because we are only tolerated here. Vanessa Baraister asked Julian Assange to introduce himself. He stood up but it was difficult for him to say his own name… He stuttered and finally said « Julian Assange » but he failed several time at giving his date of birth before succeeding. It was hard to hear him but it was his voice, yes… With his very personal way to talk which has always made possible for me to understand his entire conferences and wide-ranging interviews given in 2010 – and still avalaible on the Internet -, though I am not anglophone : .

Vanessa Baraister talked about the development of the « case », about the proceedings and about the schedule decided at the end of July. She often refered to a hearing held on July 31st, a hearing that nobody, including us, has heard of, whereas in mid-summer, when Julian Assange’s lawyers and relatives left, we worried so much because we had no news. Which means « technical » hearings may be essential… The judge finally revealed that a « complaint filed by the USA led to an extradition request to be made to the British government ». Once the diplomatic was finally mentionned, it got easy to understand that they have used the bilateral convention on extradition. Such proceeding will be enforced, Brexit or not Brexit, but they will need to consider evidence. More specifically, in bilateral proceedings, magistrates need to consider evidence as states do not have to comply with the foreign state’s request automatically. In fact, contrary to cases under European arrest warrant, receiving states keep their national sovereignty on cases. Vanessa Baraister gave the floor to the British prosecutor Lewis who then would be the one to talk three-quarters of the time. The last one will be givent to Summers. The prosecutor sat right in front of the judge, between Summers and Pierce on one side and Clair Dobbin on the other. He first introduced the American complaint which led to the extradition request made to Great-Britain. According to him, US citizens felt offended when Julian Assange published US diplomatic cables. 19, 000 and 40, 000… The numbers related to WikiLeaks’ publications in 2010 are all mentioned. The offence is supposed to be based on the fact that WikiLeaks’ deliberate publications revealed the names of people who got tortured then killed because of that.

It was the same argument as in 2010 and we know it is false. 2010-era US government admitted it. So, what other story may they invent ? Nothing. They need to prove « the offence caused to the American people » even if their request violates their own state laws. Then a dialogue was engaged between the prosecutor and the judge about the schedule. Dates were mentioned : May, 2nd when he was arrested, June 14th was the « extradition address », July 31st was the case management, then the complaint hearing and finally, an important date for the Defence : October 18th. Yes, something critical happened on October 18th between the judge and the lawyers. And I was at room number 3, to attend the extradition hearing on October 18th but I only saw the East-European extradited citizens. Julian Assage never appeared in person. Maybe it was the cut-off date for the defence to file the evidence, and it was handled between the lawyers and the judge via evidence filed in the case. I understood the Prosecution wants the evidence from both parties to be filed within one month but the defence was requesting for three months.

L’attribut alt de cette image est vide, son nom de fichier est IMG_20191018_094316-768x1024.jpg.
List of extradited persons at Westminster Court. As the photo was forbidden, the one on 21 October could not be photographed

The Judge let Mark Summers speak. He stood up and started his argument with a very strong voice, but then, unfortunately, he lowered his voice and spectators could not hear the end of his speech. He explained that the trial is politically highly significant and its consequences will impact all whistleblowers and investigative journalists. He spoke about freedom of expression in a very great and toucing way but I wonder whether his eloquence brought out something new. He alluded to « Spanish contractors », the private security company who spied on Julian Assange when he was in the Ecuadorian facilities. He mentioned the current legal proceedings to get the recorded videos to obtain an additional delay for the evidence filing (I am always annoyed by the fact that the lawyers are always horrified on the fact they may have been spied on when talking to Julian Assange but never say something about his private life being violated and his intimacy being exposed… Is there still a current trial because of that?). He talked about Chelsea Manning and about the necessity of keeping in touch with the American lawyers. He intended to obtain a three-or-four-month delay, but he only mentioned one date : December 18th, nothing in Febraury, March or April… Besides, if the judge granted him just a two-month delay, the other schedule dates will be met, just like expected by the Prosecution, and the « full extradition hearing will be held in February 2020.

The judge rephrased out loud : « application for evidence » which means they were asking for more time to file the evidence. Julian Assange witnessed the scene with empty eyes. 

He looks uncomfortable, lost. But he livened up when the judge offered to have a break in order for him to talk to his legal team. Mark Summers alluded to the difficulty that they had to communicate with Julian Assange in jail. However he did not request his release or a prison change for Wandsworth (Now I know, thanks to my Polish Lawyers, that it is possible and recommanded) or a prison regime change. The courtroom is a theatre where a well-known lawyer build his career and it is easy to understand he or she will not take the risk to submit a request that will be refused. So he or she asks for nothing… And maybe Julian Assange would have been better defended by less famous lawyers who have no career or reputation to protect.

So he had a break. The judge left the courtroom and we stood up. Greekemmy’s little troups did not care anymore about Assange : some of them went out for a drink, others went to the toilets, they had little chats with each other, they went out to talk to journalists. Few people stayed for Julian. Of course I did. I looked at him, I smiled to him and I tried to send him our message mentally, as if there were no walls, no glass panels and as if I could share my words with him through thougts, through my eyes. He was still sitting but he went closer to the glass panel. He talked to Summers and Pierce first, then to Alistar Lyon, Pierce’s associate. Lyon was not going to give a speech, this day. So, Julian talked to him probably to prepare for what’s next.

L’attribut alt de cette image est vide, son nom de fichier est 1_4SS44hYW_raSwKJpHvAVZg.jpeg.
Julian Assange in 2010

Lyon leant towards Julian Assange to tolk to him and Julian turned to the spectators. I saw him seeing me. I clearly dicerned his eyes and I made eye contact with him. But he remained sad and focused. The judge came back and it stopped. The dates battle went on. The prosecutor demanded one month :  « it is very easy to say more time »‘. Summers requested more time, but they were still talking about December 18th which was two month later. The judge said they need negociations. Julian seemed to liven up and listened. He leant forward, towards the glass panel. He was still not looking at spectators. All the main characters in the « case management » took their diaries out, as if they were in a trade meeting. If the deadline for the Defence to file evidence is on December 18th, the Prosecution’s one will be on January 18th. On February 1st, they will list the Defence’s documents. The prosecution hearing will take place on February 18th and the full extradition hearing will be held between February 21st and February 24th.

L’attribut alt de cette image est vide, son nom de fichier est AustralianHouse_GroupZoom-1024x684.jpg.
French Yellow Vests in front of the the High Governorate of Australia in London

They decided to do that. The judge dismissed Mark Summers’requests, that were quite unclear for me. She set the schedule. She turned to Julian Assange to notify her decision. She told him that he would remain in detention and that he would have to appear to the courtroom on video every 28 days. The first court date to keep him in custody is on November 18th. She kept for herself the fact that every hearing is a new occasion for the Defence to lodge an application for release, release on bail,medical or family release. It is possible on legal grounds and this is what Polish lawyers do on daily basis to get their clients out of detention centres. Vanessa Baraister knows, indeed, she will not be bothered  by the review of the requests for release filed by Summers or Pierce : there will not be any. So, undisturbed, she kept on mentionning December 19th as the date of the « case management hearing » on video, then January 18th (28 days since the previous date), February 1st, February 18th then, the 21st to the 24th of February as the final act. The last hearing will be held at Belmarsh Magistrate court. Greekemmy’s spectators loudly whispered, horrified. And I felt empathy with Greekemmy, I understood.

Then Vanessa Baraister allowed Julian Assange to speak out. And something dreadful and exceptional happened. He stood up, tried to say something but he could not form a full sentence, they were fragmented, he spoke low, he stuttered… It was obvious he was in poor condition. We were all hanging on every single word he would make, trying to understand what he was saying. For the first time, we were united with all these unfriendly people… He was about to cry, and probably shed tears, just like when he was on the balcony in 2017. Baraister, such a cold-hearted executioner, asked him if he understood. And he said no ! She told him to ask his legal team, as if it were logic that a man, in no fit state to understand, should be dependant on others, and should not be released to regain strength and fight on his own. But Julian Assange did not want to stay idly or passive. He kept on fighting. He said it was not fair, that Healthy Uncle Sam had 10 years to prepare themselves for the trial… He mentioned he had no access to his documents… In the last two sentences, the worst, all I could catch was « interior life » et « ‘children »… But I could not hear anything else. It was horrifying. Even British people could not catch a word. I asked my seatmate but he understood nothing more. Later, we got the transcript of the hearing and of his words, carefully recorded and probably cross-checked with the journalist at The Guardian. Journalists were able to hear, because they sat about ten meters from him and behing a single glass panel, whereas we were 30 meters from him and behing two glass-panels… « They entered my interior life thanks to psychologists. They stole my children’s DNA ». Whatever those words meant, he was referring to the torture he has been subjected to and was waring us. Torture is a crime that everybody keeps in mind…

That was the end. The judge left. Julian left too, I hold my head down so I missed the moment. The security guards chased us out then make the legal staff walk out. I spent my time tracking the Americans to ask for their names then trying to talk to Alistar Lyon. Clair Dobbin recognized me and greeted me. Outside, the others were making their communication while the Yellow Vests went after the private police van carrying Julian Assange. He is not alone anymore. I hope he understood. He saw us and heard people who came to get him free…

L’attribut alt de cette image est vide, son nom de fichier est DSC_4407-1024x684.jpg.
L’attribut alt de cette image est vide, son nom de fichier est DSC_4367-1024x684.jpg.

I was puzzled because notices Hrafnson, Pilger and Lockhart Smith going out of room Number 4, usually closed to the public because it is reserved to the lawyers. They seemed satisfied with themselves. Through the glass panel of the room, I sighed Juan Branco chatting with Renata Avila, the manager of the organization called Open Democracy, funded by Georges Soros and the political manager of Yanis Varoufakis’ movement Diem 25 ! I am surprised that a British court so tight on rules let political movements and private parties use the said rooms for meetings. And it was confirmed : these rooms are reserved to the lawyers and their clients, probably in order to avoid the having work sessions outside, just like the impromptu meeting Gareth Pierce and Mark Summers had at the coffee shop nearby, and that we witnessed. In our case, the « client » is Julian Assange, he is an adult and has not been put under curatorship (unless?). Therefore, nobody is supposed to represent him before his lawyers, who are  sollicitor Gareth Peirce and barrister Mark Summers. The others have the same rights as the public, as me, and should not be allowed to have privileged access to the place.

We met our friends outside, while cameras were moving around the crowd. Yellow vests were making revolution in London. The battle goes on !

L’attribut alt de cette image est vide, son nom de fichier est DSC_4314-1024x684.jpg.

Monika Karbowska

Comment traverser les Murs – de la « Dark place » à une rencontre incroyable: Le procès de Julian Assange le 21 octobre 2019

Monika Karbowska

https://www.linkedin.com/pulse/situation-report-1-political-prisoner-julian-assange-v%C3%A9ronique/

Julian Assange SOS | LinkedIn

Lettre reçue par une militante de Wikijustice le 17 août 2019 en réponse à ses courriers à Julian Assange
SOS écrit au dos de la lettre

Adresse Belmarsh et numéro de prisonnier de Julian Assange

Lorsqu’en mai 2019 j’ai commencé à m’occuper de « l’affaire Assange » j’avais l’intention de démonter la cabale embrouillée des accusations suédoises montées contre lui. Mon but était surtout de nettoyer « mon » milieu féministe qui à mon sens se laissait manipuler par des organisations douteuses et se fourvoyait dans des chasse à l’homme aussi médiatiques qu’illégales. Puis vint un long d’un été au cours duquel l’homme Julian Assange avait tellement disparu de la circulation qu’on se demandait s’il n’était pas une chimère, un fantôme ou… une invention.

Cependant, ayant rejoint le comité Wikijustice issu du mouvement des Gilets Jaunes, j’ai pu poser auprès des camarades du comité des doutes qui m’habitaient depuis toujours sur l’incohérence du dossier. Les invraisemblances de la mission diplomatique équatorienne, signalées dans un précédent article, mes doutes sur la stratégie des avocats. Evidemment, ma propre expérience de la répression m’incitait à un examen critique. Puis on a travaillé sur la « matière humaine » – la personnalité de Julian Assange, son histoire, sa famille, ses relations… C’est ainsi qu’est apparue sous nos yeux une situation de plus en plus difficile, une solitude terrible, un isolement humain qui nous a fait craindre le pire : que « l’affaire Assange » ne soit un des plus grands scandales de l’Europe Occidentale actuelle, une « extraordinary rendition » organisée minutieusement sur 10 ans, visant à isoler, à diffamer, puis à enfermer un humain dans une captivité aussi ubuesque qu’illégale, pour finir par le détruire psychiquement et physiquement….Puis le capturer, le détenir dans un « trou noir » (qu’importe qu’il s’appelle Belmarsh ou ici vous pouvez mettre le nom d’une des nombreuses bases secrètes et non secrète des Etats Unis en Europe). Au final l’homme-épave sera jugé en son absence, mollement défendu par des personnes à peine convaincues de son innocence, puis extradé vers Guantanamo (« parce qu’on ne peut rien faire, n’est-ce pas » -vieille antienne que le système nous ressert à toutes les sauces et à toutes les occasions) pour y devenir, comme l’a cyniquement annoncé un vice-président de Stratfor « une excellente épouse en prison », c’est-à-dire un corps violé utilisé comme esclave sexuel.

Julian Assange en 2012 au mouvement Occupy London

Ayant démonté l’implacable machine, nous avons décidé de la gripper et c’est ainsi que je me suis déplacée à Londres pour assister à toutes les quatre audiences d’extradition de la Westminster Magistrate Court du 20 septembre au 21 octobre dernier. Au passage j’ai beaucoup appris sur les compagnons d’infortune et de circonstance de Julian Assange – les extradés polonais et autres est-européens, jugés en leur absence, sans avocats et sans interprète, souvent sans comprendre ce qui se passe sous le regard résigné de leurs familles muettes dans le public. La vie du prolétariat est-européen émigré en Grande Bretagne défilait sous mes yeux alors que j’attendais que l’administration britannique appelle le prisonnier Julian Assange à la barre. A force de protester contre les nombreuses violations de droits, les lettres qui n’arrivent jamais, les colis non livrés, les protestations auprès de l’administration pénitentiaire sans réponses, nous avons enfin obtenu l’inespéré : la « justice » britannique a été obligée de présenter l’homme Assange physiquement. De prouver qu’il n’a pas encore été assassiné à force de tortures. Car elle en a la responsabilité pénale, l’administration britannique, puisqu’il est privé de liberté et enfermé dans ses prisons. La torture est un crime voyez-vous, et les assassinats extrajudiciaires aussi. On peut échapper aux molles remontrances d’un comité de l’ONU mais sur le long terme, la colère du peuple peut être terrible. Les Gilets Jaunes prenant d’assaut le fourgon policier transportant Julian Assange donne aux élites anglaises un avant -goût de ce que peut être la Révolution.

La fameuse Liberté française guidant le peuple – j’avais envoyé cette carte postale à la lettre que j’évais écrite à Julian Assange en juin 2019

Voilà donc que le 21 octobre 2019 au petit matin je me retrouve devant la Westminster Magistrate Court dans l’espoir que peut être les avocats de Julian Assange vont demander sa libération et que peut être, innocent qu’il est, sortira -t-il ce soir libre… Avec ma collègue de Wikijustice nous avions préparé de petits panneaux portés sur des tee-shirts avec de petits messages. Nous voulions les brandir devant le fourgon de la société privée qui devait l’amener au tribunal par une porte située dans une rue latérale. Mais nous avions déjà compris qu’il y aura plein de police, que cela serait interprété comme une tentative d’aide à l’évasion et risquait d’obérer nos chances d’entrer dans le tribunal.

Julian Assange en 2009 ou 2010

A 8h30 donc nous sommes encore dans le café sympa proche du tribunal qui est le fief des avocats, lorsque nous avons la surprise de croiser l’avocate de Julian Assange Gareth Peirce et son barrister Mark Summers. Le café est petit, nous ne pouvons éviter de la voir instruire son collaborateur au sujet des arguments qu’il va dérouler pour défendre Julian Assange dans moins d’une heure. Dans ce lieu public accessible à tous je vois le document A4 de 5 à 10 pages stabiloté de jaune. Je ne peux m’empêcher de penser à ce pauvre Julian Assange terrorisé à l’idée d’être suivi par les services secrets américains, incapable de faire confiance à des gens inconnus au point de ne se fier que toujours au même cercle depuis 10 ans, même si le cercle en question s’avère nocif. Je n’utilise pas de caméra cachée, j’agis à visage découvert en tant que militante, mais dans un lieu pareil, le boulevard est ouvert à toutes les oreilles qui trainent par la…

Julian Assange en 2013, ou 2014 ou 2015

Lorsque nous arrivons devant le tribunal, surprise, environ 50 personnes font déjà la queue pour rentrer. D’autres préparent panneaux, banderoles et pancartes à l’effigie de Julian Assange. C’est sympathique jusqu’à ce que je comprenne que l’organisation en commando sert à permettre aux « personnalités » de l’affaire, arrivées en retard, à se retrouver en reines de la resquille tout en haut de la file devant les autres et donc devant nous au risque de nous empêcher de rentrer au tribunal et d’assister à l’audience. Ainsi, Kristinn Krafnsonn et Craig Murray arrivent bien après moi mais une militante cède sa place et ils se retrouvent, sans même la remercier, tout près de la porte. Il en sera de même dans la salle d’audience. La militante qui se fait appeler « Greekemmy » sur les réseaux sociaux régente un groupe de femmes « petites mains » qui occupent les sièges mais cèdent leur place au gré de l’arrivée « d’hommes importants » comme Pilger, Livingstone, Vaughan Smith puis même Juan Branco et Maxime Nicolle bien plus tard. Il suffit que Greekemmy crie « substitution » et immédiatement une femme se lève et donne sa place. Je ne trouve pas ce procédé honnête et il est illégal. Tout le monde a le droit de venir assister à une audience publique et une personne lambda ne peut pas s’arroger le droit de décider qui peut rentrer dans un tribunal et qui non. Même en Pologne on n’accepterait pas cela. D’autant plus que Greekemmy fait pire : lorsqu’elle aperçoit dans le couloir du tribunal ou dans la salle d’audience une personne qu’elle ne connait pas, d’autorité elle exige de connaitre son nom et ses coordonnées comme si elle était la police en personne. Or, il est illégal de stocker les données privées de personnes rencontrées dans un lieu public en se faisant passer pour une autorité compétente. Encore une des nombreuses bizarreries du dossier Assange qui a des conséquences, puisque les citoyens sont ainsi découragé d’assister aux audiences ou il est jugé…

Craig Murra et Kristinn Harfnson et la militante qui lui a chauffé la place
Gilets Jaunes devant la Westminster Court

D’ailleurs, une femme passe devant la file d’attente nous susurrant que très peu de personnes pourront assister, la salle numéro 3 est très petite, il n’y a que 13 places pour le public. C’est vrai, je le sais, mais je persévère. Nous passons les portiques de sécurité en compagnie des familles des autres accusés polonais et roumains du jour. Surprise, l’audience a lieu dans la salle 1, plus grande ! Nous fonçons au premier étage. Il y a certes plus de place, mais 40 personnes attendent déjà. Greekemmy négocie avec les agents de sécurité que ses protégés passe avant les autres personnes en attente. Parmi les « protégés » je distingue Jennifer Robinson, l’ancienne médiatique avocate d’Assange, mais il n’y ni Christine Hawkins ni John Shipton. Greekemmy ne peut donc se prévaloir face aux huissiers que son groupe serait la « famille » de Julian Assange. A ce stade nous sommes tous à égalité, des citoyens qui venons assister à un procès public. Les hussiers laissent passer une vingtaine de journalistes qui ont montré leur carte de presse au secrétariat. La foule commence à pousser sur la porte et Greekemmy n’est pas en reste, me poussant et me tirant et me criant que je ne suis « pas enregistrée sur la liste ». Je lui réponds en Grec, qu’il n’y a pas de liste, que le procès est public et que tout le monde a le droit de rentrer. Elle me menace et laisse entendre que je serais une espionne… Je lui réponds qu’elle n’a qu’à demander à mes amis politiques grecs qui je suis, je suis connue en Grèce, oui… Mais pendant que ses copines grecques me cherchent noise et que la tension monte avec la chaleur dans la foule massée sous la porte, les « personnalités » pour lesquelles ma contradictrice travaille ne font même pas attention à elle : ils et elles la méprisent tellement qu’ils se parlent entre eux contents de se retrouver.

A un moment donné les agents de sécurité réclament le calme et commencent par faire rentrer le public au compte-goutte. Je me retrouve dans une petite pièce derrière une vitre, comme dans la salle 3 mais plus grande. Je m’assied au milieu dans la seconde rangée et je ne bouge plus, quoi qu’il m’en coute. La salle est vite remplie et commence alors le manège des « substitutions » qui permet à Juan Branco de s’assoir entre John Pilger et Ken Livingstone à ma droite malgré son retard. Il a quand même essayé de prendre place dans la salle d’audience parmi les journalistes, mais les huissiers le font sortir car il n’a pas de carte de presse et n’est pas avocat inscrit au barreau anglais. Ils lui demandent aussi de faire fouiller son sac par la sécurité qu’il a aussi visiblement réussi à éviter. Un peu rouge, le jeune Français médiatique obtempère. Maxime Nicolle arrivera vers la fin de l’audience, selon le même procédé une militante se lèvera pour lui céder la place, il sera assis à coté de son ami.

Il fait chaud, on est serrés et immobiles, nous avons soif car on n’a pas le droit d’avoir une bouteille d’eau. Le temps passe, tout le monde a pris place dans la salle mais l’audience ne démarre pas. Je vois Gareth Peirce et Mark Summers arrivés après leur séance au café, derrière son assistante et un autre homme qui s’avérera être Alistar Lyon, proche collaborateur de Peirce. Je distingue aussi Clair Dobbin, la request barrister des Américains et une autre de ses collaboratrices. Je comprends maintenant que l’accusation, le procureur est assis devant le juge avec à sa gauche les avocats de la défense et à sa droite ceux de l’accusation. Le greffier, un homme âgé, prend place derrière le bureau sous l’estrade du juge. Il restera remarquablement discret, laissant la jeune et accorte juge Baraitser mener la barque de ce show politique. Les nombreux journalistes sont assis en rang d’oignon au fond de la salle, c’est à dire sous la vitre séparant le public du personnel juridique. Mais qui sont donc ces messieurs, trois jeunes et grands aux costumes bien taillés, aux sourires éclatants et un autre un peu plus âgé ? Ils mettent à profit notre interminable attente pour se concerter, ensemble, avec Clair Dobbin et sa collègue, puis avec le procureur… Ils se placent de manière à ne pas être entendus des journalistes. Le messages est clair. C’est les pontes de l’accusation. Des Américains ? Interrogés, ils refuseront de donner leur nom à la sortie de l’audience.  Ils sortiront contents d’eux et souriant. J’ai vite compris que le retard de l’audience est destiné à leur permettre d’avoir le temps de se concerter avec la partie anglaise. Dans ce dossier, il n’y a jamais de hasard.

Les agents de sécurité puis la juge Baraitser elle-même nous mettent en garde : au moindre mouvement de perturbation nous serons virés et la séances suspendue. Il n’est donc évidemment pas question de montrer nos panneaux. Puis, un ange passe, cela va très vite. L’audience commence. Julian Assange arrive dans l’espace des accusés derrière la vitre, perpendiculaire à notre espace. Il s’assied au fond. Il est debout quand nous nous levons lorsqu’apparait la juge. L’émotion saisit tout le monde. Il est là… Il lève son poing gauche serré et se tourne vers nous. Nous répondons à son salut révolutionnaire et levons le poing. C’est tout ce que nous avons le droit de faire. L’agent de sécurité qui nous scrute en permanence nous fait signe que c’est fini. Le show commence.

Julian Assane pris en photo après que les Gilet Jaunes eurent réussi à stopper le fourgon quelques secondes. La photo correspond à l’homme que j’ai vu dans le tribunal salle 1

Julian Assange est grand et vouté, mais il ne parait pas si maigre vue de loin -on est à 30 mètres, derrière 2 vitres et on ne le voit que jusqu’à la taille car le bas du box est opaque. Ce n’est que lorsqu’il se lève et que sa veste se soulève qu’on voit qu’il est amaigri.  Il porte un pull bleu ciel neuf, une chemise blanche avec le col rentré dans le pull, une veste bleue marine et un pantalon gris. Il est rasé et cette fois on voit bien son visage. Ses cheveux blancs sont coupés selon le style qu’il affectionnait quand il était plus jeune, en 2007-2009, sans frange et coiffés vers l’arrière. Pendant les 45 minutes de l’audience il regarde devant lui – la juge, les avocats et l’accusation, donc moi qui suis assise au milieu de la salle du public juste dans l’axe de la juge, j’ai une excellente vue sur son profil côté droit. Je suis bien obligé de le dire, il a l’air très triste, très abattu. Il a l’air d’être le même homme qu’en 2010 mais comme s’il avait 60 ans et pas 48. Bien sûr il a perdu son air innocent des années de liberté, son sourire et son humour. Bien sûr, c’était déjà ainsi pendant sa captivité chez les Equatoriens, mais je crois que c’est encore plus fort. Pas un seul petit sourire pendant 45 minutes, même esquissé. De plus il ne regarde jamais vers l’endroit ou se trouvent ses « proches », les personnalités. JAMAIS il ne les salue ou il ne leur fait un signe de tête ou un sourire. JAMAIS. Il ne salut pas d’ailleurs ni Gareth Peirce ni Mark Summers. Il ne leur fait AUCUN signe.

Assange flashé par les photographes de Russia Today dans le fourgon

Je vois bien son visage. Il a le menton rond, rentré vers l’arrière, comme s’il serrait les dents en permanence. Cela fait ressortir son nez droit, comme sur les photo de 2010-11. Il a des yeux gris bleus foncés et  un regard qu’on remarque. Je dois vous dire que malgré son abattement il a une présence physique impressionnante, un côté solide malgré tout, il affronte. Quand il se lève, se rapproche de la vitre pour demander à parler aux avocats, il garde les gestes gracieux qu’il a naturellement, il y  un coté doux et fort chez lui. Il a un dossier de papiers à la main mais ne les consulte pas. A un moment donné il sort des lunettes de sa poche de veste, puis les remet dans la poche. Nous ne savons pas hélas ce qu’il peut voir. Pendant la première partie du procès il gardera cependant la même attitude de retrait que sur la video du 11 octobre: il se balance doucement d’avant en arrière, parait absent, met ses mains sous les aisselles sous les pans de sa veste et sa jambe gauche sur son genou droit. Mais plus tard il va changer d’attitude et je verrai ses mains, qui sont longues et fines comme sur les photos d’avant la captivité en 2011.

Je remarque la femme black qui est entrée dans le box avec lui et qui le regarde, assise 4 sièges derrière lui. Elle le regarde avec bienveillance et une espèce de douceur comme une infirmière son malade. Je réalise seulement plus tard que c’est une gardienne – une policière ou une agent de sécurité de l’entreprise chargée de surveiller les détenus. Cela montre qu’ils ne peuvent pas le garder à Belmarsh car les gardiens eux-mêmes comprennent qu’il n’a rien à faire la, et qu’il n’est pas un détenu dangereux. Il n’y a qu’à comparer avec M. K., le détenu polonais condamné pour braquage dont j’avais vu le cas le 18 octobre dernier. Je sentais de la compassion pour ce compatriote de mon âge issu certainement de la classe ouvrière qui a tant perdu dans le capitalisme, une vie passée entre prison et braquage est un désastre total. Mais M. K. est un homme violent et dur, cela se voit et cela m’étonnerait qu’on laisserait cette femme seule le garder dans le box quand il comparait physiquement au tribunal! Julian Assange a l’air plus que jamais d’une souris égarée dans un nid de crotales.

Derrière moi sont assis les membres de la famille du migrant suivant qui va être jugé après. Ils discutent entre eux, ne paraissent pas très contents. L’huissière les sort pour leur dire que leur proche sera jugé bien plus tard, après le procès politique. Deux chaises se libèrent; ce qui permet à deux femmes petites mains de Greekemmy chassées par l’arrivée de Pilger et Branco de revenir assister à l’audience.

La gardienne regardera son téléphone toute la durée de l’audience, à la moitié un autre gardien black arrivera et sera assis loin de Julian. L’attitude de ces gardiens me fait penser, étant donné qu’ils sont les sont les premiers au courant de son état psychique, que la « dark place » est peut-être une unité psychiatrique dans Belmarsh ou quelque part sur une base.

L’audience commence. Je vous livre ce que j’ai compris mais il n’est pas facile de saisir la totalité de ce qui est dit, car juge, accusation et avocats se répondent mutuellement entre eux dans une justice rendue au nom du Roi et non du peuple dans laquelle le peuple n’est que toléré. La juge Baraister demande à Julian Assange de se présenter. Il se lève mais a du mal à dire son propre nom… Il trébuche sur les mots, finit par dire « Julian Assange » mais doit essayer plusieurs fois avant de prononcer sa date de naissance. On l’entend très mal, mais c’est bien sa voix, sa façon très particulière de parler qui fait j’ai toujours compris, alors que je ne suis pas anglophone, la totalité de ses conférences et entretiens fleuves données en 2010 et toujours accessibles sur internet.

La juge Baraister parle de la progression du « case », de la procédure et du calendrier qui a été fixé à la fin de juillet. Elle cite souvent une audience du 31 juillet, une audience dont le public et nous- même n’étions pas au courant alors qu’au coeur de l’été avocats et « proches » de Julian Assange étaient partis et nous nous inquiétions tant de l’absence de la moindre nouvelle. Ce qui veut dire que les audiences dites « techniques » peuvent être primordiales…. La juge déclare enfin qu’une « plainte des Etats Unis a mené à la formulation d’une requête d’extradition auprès du gouvernement britannique ». Dès que la voie diplomatique est citée, il apparait enfin que la procédure utilisée est la convention bilatérale d’extradition. C’est certes une procédure qui s’appliquera, Brexit ou pas Brexit, mais il faudra que les « preuves » soient examinées. Concrètement dans ces procédures bilatérales les juges doivent examiner les preuves et il n’est nullement automatique de devoir obéir à la requête de l’Etat étranger, puisque contrairement au Mandat d’Arrêt Européen, l’Etat receveur de la requête garde sa souveraineté. Baraister donne parole au procureur britannique Lewis qui globalement gardera la parole les trois quart du temps. Un petit quart sera donné à Summers. Le procureur est assis en face de la juge entre Summers et Peirce et Clair Dobbin. Au début il présente donc la plainte des Etats Unis menant à une requête d’extradition faite à la Grande Bretagne. Selon lui le « peuple des Etats Unis » se serait senti offensé par le fait que Julian Assange ait publié les télégrammes diplomatiques secrets américains. 19 000, 400 000; les chiffres des publications de Wikileaks en 2010 défilent. L’offense serait constituée par le fait que les publications aurait délibérément dévoilé le noms de gens qui de ce fait auraient été torturés et mis à mort.

C’est le même argument qu’en 2010 et on sait qu’il est faux. Le gouvernement des Etats-Unis de l’époque l’avait admis. Mais que peuvent ils inventer d’autre?  Rien. Il faut qu’ils justifient « l’offense faite au peuple américain » alors même que leur requête viole leurs propres lois. Il s’en suit un dialogue entre procureur et juge à propos du calendrier. Des dates sont énumérées : le 2 mai l’arrestation, le 14 juin – « l’extradition adress »,  puis le 31 juillet « case management » (audience de gestion), puis l’instruction de la plainte et une date importante pour la défense –le 18 octobre. Oui, le 18 octobre il s’est passé quelque chose d’important entre les avocats et la juge. Mais j’étais présente salle numéro 3 aux audiences d’extradition et je n’y ai vu que les extradés est-européens. Julien Assange n’a pas comparu. Il est possible que c’était la date limite du dépôt des preuves de la défense, et cela a été réglé entre avocat et juge via le dépôt des documents dans le dossier.Ce que je comprends est que l’accusation veut que les preuves des deux parties soient déposées en un mois, la défense veut avoir trois mois.

Liste des extradés à la Westminster Court. La photo étant interdite, celle du 21 octobre n’a pas pu être photographiée

La juge donne la parole à Mark Summers. Celui se lève et commence sa plaidoirie d’abord d’une voix forte, puis finit malheureusement par baisser le ton et la fin de son discours n’est plus audible du public. Il explique que ce procès a une haute importance politique et ses conséquences vont affecter tous les lanceurs d’alerte et les journalistes d’investigation. Il parle de liberté d’expression d’une belle façon mais je ne sais pas si son éloquence apporte quelque chose de nouveau. Il évoque les « spanish contractors », l’entreprise de sécurité privée qui a espionné Julian Assange dans les locaux de l’Equateur et le procès qui est en cours pour obtenir ces enregistrements afin de demander un délai supplémentaire pour les preuves. (Je suis toujours irritée quand les avocats s’indignent que leur relation avec Julian Assange ait pu être espionnée mais jamais ils ne parlent que sa vie privée à lui a été violée, que son intimité a été exposée… il y a t -il un procès en cours contre ça ?) Il parle de Chelsea Manning et des contacts nécessaires avec les avocats américains. Il veut avoir 3 ou 4 mois de plus, mais il ne cite qu’une date, le 18 décembre, aucune en février, mars ou avril… Or si le juge ne lui accorde que deux mois pour déposer les preuves de la défense, le reste du timing se déroulera comme il était prévu par l’accusation et le « full extradition hearing » aura bien lieu en février 2020.

La juge reformule à voix haute :  » application for more time for evidence » – requête pour plus de temps pour déposer les preuves. Julian Assange assiste à cela le regard vide. Il semble mal à l’aise, absent. Puis il s’anime quand la juge propose une pause pour qu’il puisse parler à sa défense. Mark Summers a effectivement évoqué la difficulté de communiquer avec Julian Assange en prison. Mais pour autant il ne fait pas demande de libération, ou un changement de prison pour Wandsworth (comme je sais désormais par mes avocats polonais qu’il est possible et souhaitable de faire) ou un changement de régime carcéral. On comprend vite que dans ce théâtre un avocat en vue fait carrière, il ne va pas risquer de demander des choses qui vont être refusés. Donc il ne demande rien. C’est là où on s’aperçoit que Julian Assange aurait peut-être été mieux défendu par des avocats moins connus qui n’ont pas à perdre une réputation ou une carrière.

Alors la pause a lieu. La juge part, on se lève. Alors, le petit monde de Greekemmy ne s’occupe plus que de lui : les uns vont boire, d’autres aux toilettes, ils se parlent; sortent faire leur communication avec les journalistes. Peu de gens restent pour Julian. Moi évidement je reste. Je le regarde, je lui souris, j’essaye de lui transmettre notre message mentalement, de faire comme si les murs et les vitres n’existaient pas et que je pouvais lui transmettre mes paroles par la pensée, par les yeux. Je le vois toujours assis s’approcher de la vitre. Il parle d’abord à Summers et Peirce, puis à Alistar Lyon, le collaborateur de Peirce. Lyon ne va pas s’exprimer aujourd’hui. Donc si Julian lui parle, c’est pour préparer la suite.

Julian Assange en 2010

Quand Lyon se penche vers Julian pour lui parler, Julian est tourné vers le public. Alors je vois qu’il me voit. Je vois bien ses yeux et j’établis un contact visuel. Mais il reste triste et concentré.C’est fini, la juge revient. La bataille des dates continue. Le procureur réclame un mois : « it is very easy to say more time »‘. Summers demande plus de temps, mais il est toujours question du 18 décembre, deux mois après le 18 octobre. La juge dit qu’il faut une négociation. Julian semble s’animer et écouter, il se rapproche de la vitre. Mais il ne regarde toujours pas le public. Les protagonistes du « management », de la « gestion du cas » sortent chacun leur agenda comme dans une rencontre commerciale. Si le dépôt des preuves de la défense sera le 18 décembre, le 18 janvier la date limite des preuves de l’accusation, le 1 février on liste les documents de la défense, le 18 février c’est le « prosecution hearing »  (l’audience d’accusation) et puis du 21 au 24 février aura lieu le « full extradition hearing » (l’audience finale d’extradition).

Gilets Jaunes devant le High Governorate de l’Australie

C’est ce qui est décidé. La juge repousse les demandes, que je trouve assez flous, de Mark Summers. Elle arrête ce calendrier. Elle se tourne vers Julian pour lui signifier sa décision. Elle lui dit qu’il restera en détention et qu’il doit comparaitre tous les 28 jours en video. La première date de comparution pour prolongation de détention sera le 18 novembre. Elle se garde évidemment de dire que ces dates sont aussi des occasions pour la défense de formuler des requête de remise en liberté, sous caution, pour raisons de santé ou raisons familiale. C’est pourtant légalement possible et cette bataille est le quotidien des avocats polonais que j’ai vu lutter dans ces salles pour sortir leur client du centre de rétention. Mais Baraitser ne risque pas d’être ennuyée par l’examen des demandes de libération formulées par Summers ou Peirce : elle sait qu’il n’y en aura pas. Elle continue tranquillement à citer le 19 décembre en video pour le « case management hearing », puis le 18 janvier (les 28 jours écoulés), le 1 février, le 18 février, puis le final du 21 au 24 février. La fin aura lieu au tribunal de Belmarsh. Un murmure d’horreur parcourt alors la partie de la salle dévouée à Greekemmy. On comprend et pour le coup on se sent proche de Greekemmy…

https://www.initiative-communiste.fr/articles/international/assange-en-danger-sa-liberation-une-urgence/

Alors la juge Baraitser permet à Julian Assange de prendre la parole. Et c’est là que le terrible, l’extraordinaire se produit. Il se lève, essaye de parler. Il n’arrive pas à prononcer des phrases entières, elles sont hâchées, il parle bas, il béguaye. On voit qu’il est dans un sale état. Nous sommes tous suspendus à ses lèvres en tentant de comprendre ce qu’il dit. Pour la première fois, on se sent uni avec tous ces gens hostiles… Il est au bord des larmes, pleure je crois, comme sur le balcon en mai 2017. Tout d’abord Baraitser, tel un bourreau froid, lui demande s’il a compris. Il répond que non ! Elle lui dit de demander à ses avocats, comme si un homme qui n’est pas en état de comprendre devait être dépendant des autres, plutôt qu’on le libère pour reprendre des forces et se battre lui-même pour son sort. Mais Julian Assange ne se laisse pas remettre dans la case de la passivité. Il lutte. Il dit que ce n’est pas fair, que la puissance avait 10 ans pour préparer ce procès… Il évoque qu’il n’a pas ses documents… Dans les deux dernières phrases, les plus terribles, je distingue « interior life » et « ‘children »… Mais je ne comprends rien d’autre. C’est horrible. Même les Anglais ne comprennent rien. J’interroge mon voisin, il n’a pas entendu mieux que moi. (C’est par la suite que nous aurons la transcription de ses paroles, minutieusement notées et surement recoupées par le journaliste du Guardian. C’était possible pour les journalistes de mieux entendre que nous, puisqu’ils se trouvaient à 10 mètres de lui derrière une vitre, nous à 30 et derrières deux vitres…-) – « Ils sont entrés dans ma vie intérieur avec les psychologues. Ils ont volé l’ADN de mes enfants ». Quoi que ces mots veuillent dire, ils parlent de la torture que cet homme a subi et dont il nous avertit. La torture est un crime, que tout le monde se rappelle…

C’est fini. La juge part, Julian est parti, j’avais baissé la tête et j’ai loupé le moment. Les agents de sécurité nous chassent et font sortir les judiciaires par la suite. Je passe mon temps à pister les Américains de l’accusation pour leur demander leur nom puis à tenter de parler à Alistar Lyon. Clair Dobbin me salue en me reconnaissant. Dehors les autres font leur com alors que les Gilets Jaunes pourchassent le fourgon de police privée qui emmène Julian. Il n’est plus seul, je suis sure qu’il l’a compris. Il nous a vu et il a entendu le peuple qui vient pour le libérer…

Alors je suis intriguée car je remarque Hrafnsonn, Pilger et Lockhart Smith sortir d’une « consultation room 4 », salle normalement fermée car réservé aux avocats. Ils ont l’air contents d’eux. Par la vitre de cette salle je vois aussi Juan Branco en conversation avec Renata Avila responsable dans l’organisation Open Democracy financée par Goerges Soros et responsable politique dans le mouvement de Yanis Varoufakis Diem 25 !  Je suis étonnée qu’un tribunal britannique aussi à cheval sur les règles permette à des mouvements politiques et des personnes privées d’utiliser ses salles pour des réunions.Car c’est confirmé, ces salles sont réservées aux avocats et à leurs clients, certainement pour éviter les séances de travail dehors telle ce matin ma rencontre impromptue avec Gareth Peirce et Mark Summers au café du coin.Dans cette affaire, le « client » est Julian Assange, il est adulte et n’est pas sous curatelle (à moins que ?) et donc personne ne doit le représenter auprès de ses avocats, qui sont respectivement sollicitor Gareth Peirce et barrister Mark Summers. Tous les autres ont les mêmes droits que le public, que moi et ne devraient pas avoir d’accès privilégié à ces lieux.

Nous retrouvons nos amis dehors alors que les caméras s’activent autour de la foule. Les Gilets Jaunes font la Révolution à Londres. La lutte continue.

Quand le sort d’un homme se joue aux dés – Julian Assange jugé le 11 octobre 2019

Monika Karbowska

Comme le 20 septembre 2019 son nom figurait en premier des jugés pour être extradés, mais c’est parce qu’il commence à la lettre A et que la liste des 21 hommes, majoritairement Polonais et Roumains et d’une femme azerbaidjanaise, est alphabétique. A la Westminster Magistrate Court, ce 11 octobre 2019, le greffier et le secrétaire du greffe préparait la séance dans la petite salle numéro 3 alors que le public a vite rempli les dix chaises réservées derrière la vitre. Julian Assange figurait donc à la séance du jour parmi les migrants d’Europe de l’Est vivant en Grande Bretagne et réclamés par la justice de leur pays à grand renfort de Mandats d’Arrêt Européens. Comme sur la liste du 20 septembre, certains des prolétaires accusés de vols, escroqueries ou autres bagarres et délits de pauvres étaient aussi menacés d’être livrés aux USA. Et Julian Assange est sur la même liste. Etrange sensation de le savoir en compagnie du prolétariat européen le plus vulnérable, le moins conscient de ses droits, le moins politisé. Mais ce jour-là, après toutes les avanies de cette justice expéditive ou l’on juge les hommes en leur absence, les militants de l’Association Wikijustice, ne s’attendaient même pas à le voir comparaitre.

Wikijustice à la Westminster Court le 11 octobre 2019

Notre soucis était de savoir si un minimum de défense serait présent pour lui, contrairement au 20 septembre dernier. Les dix places du public ont été vite remplies par Wikijustice et par les membres du comité de soutien britannique. Andrej Hunko, député de die Linke, était également présent dans le public, lui le combattant de longue date pour la justice en Europe, notamment pour une enquête internationale indépendante sur l’assassinat de 100 personnes brulées vives dans la Maison des Syndicat à Odessa le 2 mai 2014 au cours du Maidan ukrainien. Les familles des autres prévenus ont du hélas se contenter de places debout. Malheureusement, pour leurs hommes comme pour Julian Assange, la justice britannique fut rapide, sèche et dénuée de la moindre analyse.

Madame Emma Arbuthnot, juge et présidente du tribunal a pris place à l’estrade et nous nous sommes tous levés. Le greffier lui a présenté le plan de travail. Julian Assange figurait sur la liste comme le numéro 11, mais finalement c’est dans un ordre tout à fait différent que les « cas», les hommes, ont été présentés à la juge. Le secrétaire du greffe commença par le cas numéro 16, et après avoir dit son nom à haute voix, appela le prévenu polonais de la prison de Belmarsh après avoir actionné la vidéo. Sur l’écran apparait alors un gardien qui affirme que M. K. est trop malade pour comparaitre ce jour-là. Et c’est tout. Terrible justice dématérialisée ou l’étrange comparution en vidéo déporte le tribunal ipso facto en prison et nous ramène vers une forme d’ancien régime, tellement le détenu est devenu immatériel, caché, inaccessible. En effet, l’accusé ne sort plus jamais. Il ne voit pas sa famille et ses soutiens parce que la caméra ne lui montre pas le fond de la salle. Il ne sent pas l’air du temps. Il ne sent rien de la comédie humaine dans laquelle se joue son sort. Il n’est plus citoyen, mais un objet enfermé et trimballé d’avocat en juge et de juge en gardien. M. K. n’a même pas su ce qu’il était dit de lui à l’audience. Il n’est pas là. Sa famille doit croire le gardien sur parole qu’il est « trop malade » et elle est laissé à sa sourde inquiétude et ses interrogations.

Dans un tel système, ou le citoyen a disparu au profit de l’objet enfermé, l’avocat devient de seul garant de l’humanité de l’humain physiquement disparu de la vue des autres humains. Certains avocat se battent comme des lions pour leur client. Celui du prévenu suivant, toujours un Polonais, récuse la demande d’extradition et demande une prolongation de la libération sous caution. En 5 minutes il a brossé le tableau d’un homme qui regrette ses actes, qui a purgé la moitié de sa peine, qui travaille, possède une petite entreprise, tenez Madame la juge, on a trouvé les preuves que son entreprises existe, elle a une adresse et des clients…. Le jeune avocat ne lâche pas le morceau, il n’assiste pas impuissant au processus, il se bat. Une seconde de répit. Madame la juge, si sévère, esquisse un sourire. Non, c’est refusé, les délits dont il est coupable, escroqueries et vols, sont trop sérieux pour elle. La morale de la société est atteinte. On passe au suivant. Il est Roumain, il n’est pas là, on ne sait pas pourquoi. Puis le duo juge-greffier évoque le cas de la H, la femme azerbaidjanaise. Elle n’est pas là non plus et n’a pas d’avocat. On comprend cependant qu’elle est en prison accusée de choses graves. Son cas est reporté, mais que deviendra-t-elle si personne de proche ne se préoccupe d’elle au fond de sa prison ? Je pense aussi à elle, moi qui suis venue pour Julian Assange.

Le prisonnier suivant, encore un Polonais, comparait en vidéo de Belmarsh. Mais son avocat a 2 minutes pour expliquer qu’il « n’a pas pu entrer en contact avec son client à cause des conditions de visite dans la prison ». Cela n’étonne mais n’indigne personne. La juge fixe l’audience à début novembre. Il est encore question d’une autre femme, J., elle aussi « servant prisoner » comme l’a été Julian Assange -ça sonne comme prisonnier au service du système, en attente que le système décide de lui. Puis vint encore un Polonais, le numéro 22 dont le nom n’est pas sur la liste. Comme les autres, il s’accroche à cette Angleterre ingrate, refuse l’extradition en Pologne et demande une « application for bail », c’est-à-dire une libération sous caution. Toujours par la bouche de son avocat, car comme les autres, il est absent.

Madame la juge se lève alors et nous nous levons car elle sort de la salle. Nous croyons à une pause et nous apprêtons à discuter de ce que nous avons vu. Mais le greffier annonce que le cas de Julian Assange est discuté. Nous nous levons car un autre juge, un homme de 45 ans, arrive. Et la sinistre farce politique peut commencer. La vidéo s’anime et Julian Assange apparait devant nos yeux. Il s’assied sur une chaise dans un espèce de box ou un petit local avec des cadres derrière lui comme des miroirs sans teints. Cela pourrait être n’importe ou puisque le secrétaire du greffe ne commente même pas à haute voix « Belmarsh » quand il établit la connexion alors qu’il le fait dans le cas des autres détenus.

(18) 🔴 Imágenes exclusivas de Assange desde la cárcel de Belmarsh – YouTube

Images prétendument fuitées de la prison Belmarsh en juin 2019. Plus probablement de la prison Wandsworth entre le 11 avril et 2 mai. Ou une mise en scène comme me l’a dit une des personnes soutien d’Assange devant le tribunal….

Julian Assange parait amaigri, en s’asseyant il se crispe nerveusement sur la chaise, une jambe posée sur l’autre, les bras croisés, les mains cachées, repliées. Il porte une longue barbe et des cheveux longs gris et blancs, le même sweat-shirt bleu délavé et ce même pantalon gris que sur la vidéo de Wandsworth d’avril et fuitée en mai. J’ai l’impression qu’il a froid et il fait froid en cette matinée humide d’automne à Londres. Je ne peux m’empêcher de me demander si quelqu’un lui a quand même fourni des vêtements ou de l’argent pour en acheter à l’intérieur de la prison, des produits de première nécessité auxquels tout être humain a droit, même enfermé. Je me remémore mon voyage d’hier à la prison de  Belmarsh ou les gardiens du « visitor center » ont refusé de certifier s’il avait bien reçu nos colis avec les chaussettes chaudes. C’est bouleversant de le voir ainsi et je pense alors que nos chaussettes envoyées ne sont pas superflues.

A Belmarsh le 10 octobre 2019

Julian Assange dit juste une phrase, «Paul Julian Assange » et sa date de naissance. Puis il garde jusqu’au bout un air absent. Il est légèrement penché en avant, le regard fixant le sol, comme s’il refusait de participer à cette mascarade. Nous ne savons pas exactement ce qu’il peut voir de la salle, probablement uniquement son avocate, l’accusation au premier rang, le greffier et le juge. Nous ne le voyons pas en entier, la caméra le coupant à la taille. Justement son avocate, Gareth Peirce est là, arrivée à 10h mais absente de la salle pendant la présentation des autres cas. Elle dialogue avec le juge, cela dure quelques minutes. Il me frappe qu’elle ne regarde pas Julian Assange. Elle ne se tourne pas une seule fois vers la vidéo et il n’y a entre eux aucun regard ni signe de connivence. On a l’impression d’assister à une pièce de théâtre dont tous les acteurs connaissent le jeu, les ficelles du jeu et naturellement le dénouement de l’intrigue. Normal, ils se connaissent tous car ils jouent dans la même troupe du système judiciaire alors que nous assistons à la comédie humaine en spectateurs impuissants. Mais il s’agit d’un homme  dont le sort se joue à pile ou à face… Nous comprenons que Gareth Peirce demande la comparution physique de Julian Assange au tribunal la semaine prochaine, le 21 octobre. Ce n’est pas une mauvaise idée, mais je pensais, suite à nos consultations juridiques avec les avocats spécialisés dans l’extradition, qu’à cette audience du 11 octobre seraient présentés les arguments de la défense et que le « management hearing » de la semaine suivante sert à lister les arguments des deux parties, défense et accusation. Puis le juge a 3 semaines pour trancher.

Justement l’accusation est bien présente à l’audience en la personne d’une femme élégante qui parle en dernier, assise juste à côté de Gareth Peirce. Après l’audience elle m’explique qu’elle est la « request barrister », l’avocate de la «partie adverse », c’est-à-dire, me dit-elle, qu’elle défend les intérêts américains. Obligeamment elle me donne son nom, Clair Dobbin. Son CV fourni apparait immédiatement sur internet, et je remarque que ses bureaux d’avocat sont situés dans le même bâtiment que ceux de Matrix Chambers, le cabinet de barristers[1] (1)dont l’un, Mark Summers, avait lu la fameuse lettre d’excuses de Julian Assange lors de l’audience du 2 mai.

Clair Dobbin avant l’audience

Le juge finit en demandant d’une voix forte à Gareth Peirce :pas « d’application » aujourd’hui ? Pas de requête, de demande de libération sous caution ? Non. Gareth Peirce, l’avocate de Julian Assange ne demande rien. Elle veut que tout se joue le 21 octobre. Son client fixe le sol de la prison et on ne sait s’il entend et comprend, ni s’il est d’accord. C’est fini. Le juge sort, nous nous levons et nous sortons dans le couloir ou se joue le reste de la comédie humaine et politique.

Le 21 octobre ou le 18 octobre sont évoqués à l’audience. Nous savons maintenant qu’il faut nous précipiter au secrétariat du tribunal pour demander la confirmation des dates. Revenez demain, nous ne les avons pas encore dans l’ordinateur. Gareth Peirce reste un moment seule dans le couloir, à l’écart des Anglais des comités de soutien et des journalistes. Je me présente et je lui demande si je peux lui demander des explications. Elle commence à me parler, mais déjà le secrétaire du greffe la sollicite. Elle me propose de parler avec son assistante et le suit.

Le 21 octobre une partie, ou tous les dés seront jetés. Que faire pour renforcer la défense de Julian Assange avant qu’il ne soit trop tard ?

Peinture murale sur le bâtiment désaffecté à gauche de la Court, Seymour street, octobre 2019
Assange otage en 2011 dans un château de luxe.

[1] Dans le système anglais il existe une hiérarchie entre les avocats – les sollicitor sont les avocats en contact avec le clients qui peuvent plaider devant les tribunaux de première instance, les Magistrate Court. Mais pour aller à la Crown Court, tribunal de seconde instance il doivent louer les services d’avocats plus spécialisés, les barrister. Jennifer Robinson et Mark Summers ont été les barristers de Julian Assange alors que  Gareth Peirce est son sollicitor

A Belmarsh, le 10 octobre 2019

La veille, le 10 octobre 2019 j’étais allée le matin de mon arrivée à Londres à la station Plumstead, commune Thamesmead à la lisière de la commune Woolwich. En effet, nous ne savions pas exactement dans quel tribunal Julian Assange sera jugé le lendemain car les «soutiens officiels », les avocats ni les « proches » ne communiquaient rien à ce sujet.

Je suis donc d’abord allée au tribunal Woolwich Crown Court qui jouxte les prisons Belmarsh et Thameside, qui fait partie du complexe Belmarsh. Dans le secrétariat du tribunal, au rez de chaussée derrière un guichet, plusieurs femmes s’affairaient. Elles étaient aimables quand je leur ai donné le numéro de prisonnier et aussi le nom car elles me l’ont demandé (je m’apprêtais à ne pas dire le nom pour que ma requête ait l’air naturelle, qu’elle concerne un prisonnier lambda et non pas un homme célèbre dont parlent les journaux).

Thameside, la partie de la prison Belmarsh ou vivent les détenus C, en détention provisoire et avec peines courtes

Elles ont fait comme si de rien et m’ont assuré que ce n’était certainement pas ici. Si ce n’est pas ici, cela ne peut être qu’à la Southwark Crow Court, ou éventuellement à la Westminster Court. Assange avait été soit disant condamnée pour la violation de la libération sous caution le 2 mai dernier à la Southwark Crown Court, mais j’étais perplexe car les extraditions sont jugés normalement par les tribunaux magistrate, comme me l’avait certifié mes avocats polonais. Mais en l’absence de toute information, il a fallu l’après midi courir dans le centre-ville à la Southwark Crown Court pour vérifier sur les listes du lendemain qu’Assange ne s’y trouve pas.

Puis je me suis dirigée vers le bâtiment neuf du « visitor center » dans le parking de la prison Belmarsh ou nous avions déjà été le 21 septembre dernier. Le centre visiteur est géré par l’association PACT qui s’occupe de recevoir les familles des prisonniers. L’intérieur en est en réalité assez convivial, comme pour adoucir ce moment pénible de visite pour les familles.

Au centre d’une vaste salle se trouvent des tables et des chaises, un présentoir avec des brochures dont nombreuses sur les droits des prisonniers, des casiers pour les sacs et les affaires personnelles des familles qui ne peuvent emmener autre chose que leurs documents à l’intérieur de la prison. Plus loin on a l’entrée d’une cuisine qui suggère qu’on peut s’y préparer un repas, des plantes vertes, une petite bibliothèque. A droite de l’entrée s’alignent devant de grandes fenêtres les bureaux des bénévoles ou salariées de l’associations, des dames anglaises d’une soixantaines d’années. Elles sont accueillantes et pleine de sollicitude.

En face de leurs bureaux se trouve le petit couloir qui mène au PC de sécurité avec un guichet derrière lequel travaillent plusieurs gardiens de la prison. C’est là qu’on doit présenter ses documents pour la visite qu’on a auparavant réservé sur le site de la prison.

Ce matin lorsque je suis entrée, quelques familles noires et indiennes se préparaient dans la salle principale. Je ne m’y suis pas attardée et je suis directement allée au PC. Je voulais comprendre pourquoi ma visite réservée pour le 2 octobre puis pour aujourd’hui, d’abord acceptée, a été de nouveau refusée par mail, comme celle du 14, 16 et 23 août avec la mention étrange « que les dates ne sont pas disponibles et que je dois choisir de nouvelles dates ! (« the dates and times you chose aren’t available – choose new dates on www.gov.uk/prison-visits »)

Nous savons depuis le 20 septembre qu’il faut être sur la « visitor list » du prisonnier afin de pouvoir obtenir une visite, mais la réponse de Belmarsh ne disait pas « vous n’êtes pas sur la listes des visiteurs de M. Assange », elle disait quelque chose comme « il est occupé à cette date, il vous recevra une autre fois ».

Sachant que nous lui avions envoyé plusieurs lettres, un mail officiel de Wikijustice, de l’argent pour un appel téléphonique (cela était possible par le site de la prison) ainsi que deux colis, nous attendions toujours une réponse à notre demande d’être inscrit sur sa liste de visiteur. Après tout, nous répondions à sa lettre SOS du 17 août 2019 et nous lui proposions de le défendre en tant qu’association de défense des Droits de l’Homme.

L’ambiance du PC déjà très différente de celle du samedi 21 septembre. Cette fois ci les gardiens étaient tous des Blancs de 50-60 ans, leur Anglais m’était difficilement compréhensible et ils semblaient plutôt pète-sec et froids. Le samedi 21 septembre les gardiens étaient un groupe de Caribéens plutôt chaleureux qui nous avaient bien renseigné sur les lettres, les colis et la liste visiteurs. Maintenant, munie de leurs informations, j’essayais de faire le point sur nos envois depuis trois semaines.

Je dis à la première gardienne de l’accueil que j’avais réservé une visite pour le 10 octobre, je donne le numéro d’écrou, sans donner le nom du prisonnier. Elle regarde dans l’ordinateur et brusquement devient très sèche. Elle refuse de me répondre, me dit qu’elle ne peut rien me dire. Je concède que j’ai reçu un mail disant que « cette date n’était pas disponible », mais comme toutes les dates choisies finissaient avec la même réponse, que devrais-je en penser ? La femme reste mutique.

Alors je ne joue plus la comédie de la femme qui vient voir un homme en prison. Je dis que je représente l’association Wikijustice Julian Assange de France et que nous voudrions savoir pourquoi nous n’avons pas de réponse des services de la prison « find a prisoner » , « prisoner location service » alors que ces services sont responsables de la communication du prisonnier avec l’extérieur et de l’organisation des visites qui sont un droit.

Si nous ne sommes pas sur la « visitor list » de Julian Assange, c’est peut-être parce qu’il n’a pas reçu nos lettres, mails et nos colis. D’ailleurs nous n’avons non seulement aucune réponse aux lettres, mais pas non plus un seul accusé de réception alors que nous avons pris soin d’envoyer des lettres avec accusé de réception de France et aussi directement d’Angleterre. Les lettres n’ont jamais été délivrés à Belmarsh. La même question concerne nos deux colis contenants les seuls affaires autorisés, les chaussettes et les sous-vêtements. Nous n’avons jamais reçu d’accusé de réception de nos colis, alors que ces colis ne sont pas revenus. Pas comparaison, et n’étant pas certains qu’Assange soit à Belmarsh, nous avions envoyé un colis à la prison de Wandsworth ou normalement sont détenus les hommes en attente d’extradition. La prison nous a renvoyé le colis avec la mention qu’un prisonnier avec un tel numéro ne s’y trouve pas…

Alors pourquoi ce silence de Belmarsh qui se targue d’être une prison moderne et modèle, respectant les droits des détenus ?

Je formule ma requête d’une voix douce mais assez fermement. La femme ne répond rien, elle me dit qu’elle ne peut rien dire. Je n’insiste pas, peut-être des ordres ont-ils été donnés à ces salariés ne de ne rien dire.

Je sors me plaindre à l’accueil du PACT. Je suis seule dans la pièce, l’accueillante est très gentille. Elle me parle même français et s’excuses pour le mauvais accueil de ses collègues ! Je lui raconte le courrier SOS que Julian Assange nous a envoyé, nos nombreuses lettres sans réponse, notre inquiétude, les colis non livrés… Comment comprendre cela ? Comment est-ce possible ? Si Assange ne répond pas, il est peut-être déjà mort ? Ou il n’est pas ici ?

La femme me tend un formulaire et me dit « écrivez une complain », une plainte au directeur de la prison. Je m’installe à une table pour le faire.

Mais c’est alors qu’un des gardien sort de son box et vient vers moi. C’est un homme costaud. Il me dit quelque chose que je ne comprends pas, je lui demande de répéter. Et voilà qu’il s’avère qu’il veut me virer !

Je proteste. Je lui dis que j’ai le droit d’être là, que je suis en train d’écrire ma complain et qu’il va y être inclus s’il veut me chasser de force… La femme du PACT le regarde terrorisée. L’homme recule et fait demi -tour.

J’ai écrit la feuille (à laquelle nous n’obtiendrons aucune réponse) et je la tends à l’aimable accueillante. Elle est désolée, se confonds en excuses et me dit qu’eux, le PACT n’ont en fait en tant que sous-traitant aucun pouvoir. Elle rajoute « Vous auriez dû venir à plusieurs pour avoir des témoins ».

Je souris « je sais, la dernière fois nous étions trois » !

Je prends congé en la remerciant. Au moins ai-je marqué notre présence et fait pression. Suffisante pour qu’ils nous montrent demain si Julian Assange est vivant et si oui, dans quel état ?

La lutte pour la vérité ne fait que commencer….

Westminster Court, le 18 octobre 2019

Nous sommes revenues salle numéro 3 pour les audiences d’extradition, car il était possible que Julian Assange comparaisse ce jour et pas lundi. Il n’est pas sur la liste, qui comme toujours est rempli d’hommes prolétaires est-européens : Polonais, Roumains, Albanais, Lithuanien, Slovaques, Bulgares… Mais quelque chose a changé par rapport au vendredi précédent. Le greffière nous reconnait comme « observers ». Car effet de notre présence ou pas, les audiences sont très différentes : tous les accusés ont des avocats et même des interprètes de langue est-européenne. Je peux suivre et comprendre au moins les procédures de 5 audiences car l’interprète polonaise parle d’une voix forte. Les hommes comparaissent presque tous, en video de la prison de Wandsworth, un de Belmarsh, parce qu’il purge une peine de délit commis en Angleterre, et un homme comparait libre. Ils sont correctement vêtus en civil, leurs cheveux et leurs barbes sont coupés. Ils regardent la salle de tribunal en face et certains saluent leur avocat et leur interprète et participent à leur propre procès. Cela contraste fort avec l’état terrible de Julian Assange sur les deux minutes de video dans une pièce sombre le vendredi dernier 11 octobre.

Même la juge, même si elle reste sévère, elle parle aux accusés dans les yeux et leur explique ses décisions et leurs raisons. Un Indonésien est extradé aux Etats Unis. Contrairement à des accusés des vendredis précédent, il a une interprète. Est-ce à dire qu’auparavant le tribunal jugeait sans se préoccuper si les accusés comprennent les évenements ? Dans le petit espace pour le public toujours les épouses et les filles des accusés, parfois des amis inquiets.

Les avocats présents, surtout les Polonais, nous connaissent maintenant et on discute des procédures. Je sais presque tout maintenant sur le « case management hearing » et sur le « full extradition hearing », sur le « production order » – ordre d’amener, c’est-à-dire le droit de l’accusé de comparaitre physiquement à la cour, toujours de plus en plus restreint pour des raisons de coupes budgétaires. Le secrétariat du tribunal refuse de nous dire si cet « ordre d’amener » à été accordé à Julian Assange par le juge pour le lundi 21. Pourtant, vendredi après-midi le planning du lundi est déjà disponible sur l’intranet du tribunal, mais inaccessible au public. Le verrons-nous lundi ? Et comment sera-t-il? A chaque fois nous nous demandons qu’est ce que le système va encore inventer pour le couper de la vie, pour couper le public de lui, l’empêcher de nouer des contacts sociaux indispensables à la lutte. Notre lutte commune pour la transparence et la lumière.

A Belmarsh, le 10 octobre 2019

Belmarsh, le 10 octobre 2019

La veille, le 10 octobre 2019 j’étais allée le matin de mon arrivée à Londres à la station Plumstead, commune Thamesmead à la lisière de la commune Woolwich. En effet, nous ne savions pas exactement dans quel tribunal Julian Assange sera jugé le lendemain car les «soutiens officiels », les avocats ni les « proches » ne communiquaient rien à ce sujet.

Je suis donc d’abord allée au tribunal Woolwich Crown Court qui jouxte les prisons Belmarsh et Thameside, cette dernière fait partie du complexe Belmarsh. Dans le secrétariat du tribunal, au rez de chaussée derrière un guichet, plusieurs femmes s’affairaient. Elles étaient aimables quand je leur ai donné le numéro de prisonnier et aussi le nom car elles me l’ont demandé (je m’apprêtais à ne pas dire le nom pour que ma requête ait l’air naturelle, qu’elle concerne un prisonnier lambda et non pas un homme célèbre dont parlent les journaux).

Elles ont fait comme si de rien et m’ont assuré que ce n’était certainement pas ici. Si ce n’est pas ici, cela ne peut être qu’à la Southwark Crown Court, ou éventuellement à la Westminster Court. Assange avait été soit disant condamné pour la violation de la libération sous caution le 2 mai dernier à la Southwark Crown Court, mais j’étais perplexe car les extraditions sont jugées normalement par les tribunaux magistrate, comme me l’avaient certifié mes avocats polonais. Mais en l’absence de toute information, il a fallu l’après midi courir dans le centre-ville à la Southwark Crown Court pour vérifier sur les listes du lendemain qu’Assange ne s’y trouve pas.

Puis je me suis dirigée vers le bâtiment neuf du « visitor center » dans le parking de la prison Belmarsh ou nous avions déjà été le 21 septembre dernier. Le centre visiteur est géré par l’association PACT qui s’occupe de recevoir les familles des prisonniers. L’intérieur en est en réalité assez convivial, comme pour adoucir ce moment pénible de visite pour les familles.

Au centre d’une vaste salle se trouvent des tables et des chaises, un présentoir avec des brochures dont nombreuses sur les droits des prisonniers, des casiers pour les sacs et les affaires personnelles des familles qui ne peuvent emmener autre chose que leurs documents à l’intérieur de la prison. Plus loin on a l’entrée d’une cuisine qui suggère qu’on peut s’y préparer un repas, des plantes vertes, une petite bibliothèque. A droite de l’entrée s’alignent devant de grandes fenêtres les bureaux des bénévoles ou salariées de l’associations, des dames anglaises d’une soixantaines d’années. Elles sont accueillantes et pleine de sollicitude.

Thameside, la prison semi-ouverte de Belmarsh

En face de leurs bureaux se trouve le petit couloir qui mène au PC de sécurité avec un guichet derrière lequel travaillent plusieurs gardiens de la prison. C’est là qu’on doit présenter ses documents pour la visite qu’on a auparavant réservée sur le site de la prison.

Ce matin lorsque je suis entrée, quelques familles noires et indiennes se préparaient dans la salle principale. Je ne m’y suis pas attardée et je suis directement allée au PC. Je voulais comprendre pourquoi ma visite réservée pour le 2 octobre puis pour aujourd’hui, d’abord acceptée, a été de nouveau refusée par mail, comme celle du 14, 16 et 23 août avec la mention étrange « que les dates ne sont pas disponibles et que je dois choisir de nouvelles dates ! (« the dates and times you chose aren’t available – choose new dates on www.gov.uk/prison-visits »)

Nous savons depuis le 21 septembre qu’il faut être sur la « visitor list » du prisonnier afin de pouvoir obtenir une visite, mais la réponse de Belmarsh ne disait pas « vous n’êtes pas sur la liste des visiteurs de M. Assange », elle disait quelque chose comme « il est occupé à cette date, il vous recevra une autre fois ».

Sachant que nous lui avions envoyé plusieurs lettres, un mail officiel de Wikijustice, de l’argent pour un appel téléphonique (cela était possible par le site de la prison) ainsi que deux colis, nous attendions toujours une réponse à notre demande d’être inscrit sur sa liste de visiteur. Après tout, nous répondions à sa lettre SOS du 17 août 2019 et nous lui proposions de le défendre en tant qu’association de défense des Droits de l’Homme.

L’ambiance du PC déjà très différente de celle du samedi 21 septembre. Cette fois ci les gardiens étaient tous des Blancs de 50-60 ans, leur Anglais m’était difficilement compréhensible et ils semblaient plutôt pète-sec et froids. Le samedi 21 septembre les gardiens étaient un groupe de Caribéens plutôt chaleureux qui nous avaient bien renseigné sur les lettres, les colis et la liste visiteurs. Maintenant, munie de leurs informations, j’essayais de faire le point sur nos envois depuis trois semaines.

Je dis à la première gardienne de l’accueil que j’avais réservé une visite pour le 10 octobre, je donne le numéro d’écrou, sans donner le nom du prisonnier. Elle regarde dans l’ordinateur et brusquement devient très sèche. Elle refuse de me répondre, me dit qu’elle ne peut rien me dire. Je concède que j’ai reçu un mail disant que « cette date n’était pas disponible », mais comme toutes les dates choisies finissaient avec la même réponse, que devrais-je en penser ? La femme reste mutique.

Exif_JPEG_420

Alors je ne joue plus la comédie de la femme qui vient voir un homme en prison. Je dis que je représente l’association Wikijustice Julian Assange de France et que nous voudrions savoir pourquoi nous n’avons pas de réponse des services de la prison « find a prisoner » , « prisoner location service » alors que ces services sont responsables de la communication du prisonnier avec l’extérieur et de l’organisation des visites qui sont un droit.

Si nous ne sommes pas sur la « visitor list » de Julian Assange, c’est peut-être parce qu’il n’a pas reçu nos lettres, mails et nos colis. D’ailleurs nous n’avons non seulement aucune réponse aux lettres, mais pas non plus un seul accusé de réception alors que nous avons pris soin d’envoyer des lettres avec accusé de réception de France et aussi directement d’Angleterre. Les lettres n’ont jamais été livrées à Belmarsh. La même question concerne nos deux colis contenants les seuls affaires autorisées, les chaussettes et les sous-vêtements. Nous n’avons jamais reçu d’accusé de réception de nos colis, alors que ces colis ne sont pas revenus. Pas comparaison, et n’étant pas certains qu’Assange soit à Belmarsh, nous avions envoyé un colis à la prison de Wandsworth ou normalement sont détenus les hommes en attente d’extradition. La prison nous a renvoyé le colis avec la mention qu’un prisonnier avec un tel numéro ne s’y trouve pas…

Alors pourquoi ce silence de Belmarsh qui dans ses audits annuels se targue d’être une prison moderne et modèle, respectant les droits des détenus ?

Report on an unannounced inspection of HMP Belmarsh by HM Chief Inspector of Prisons 29 January-9 February 2018 (justiceinspectorates.gov.uk)

Je formule ma requête d’une voix douce mais assez fermement. La femme ne répond rien, elle me dit qu’elle ne peut rien dire. Je n’insiste pas, peut-être des ordres ont-ils été donnés à ces salariés ne de ne rien dire.

Je sors me plaindre à l’accueil du PACT. Je suis seule dans la pièce, l’accueillante est très gentille. Elle me parle même français et s’excuses pour le mauvais accueil de ses collègues ! Je lui raconte le courrier SOS que Julian Assange nous a envoyé, nos nombreuses lettres sans réponse, notre inquiétude, les colis non livrés… Comment comprendre cela ? Comment est-ce possible ? Si Assange ne répond pas, il est peut-être déjà mort ? Ou il n’est pas ici ?

La femme me tend un formulaire et me dit « écrivez une complain », une plainte au directeur de la prison. Je m’installe à une table pour le faire.

Mais c’est alors qu’un des gardien sort de son box et vient vers moi. C’est un homme costaud. Il me dit quelque chose que je ne comprends pas, je lui demande de répéter. Et voilà qu’il s’avère qu’il veut me virer !

Je proteste. Je lui dis que j’ai le droit d’être là, que je suis en train d’écrire ma complain et qu’il va y être inclus s’il veut me chasser de force… La femme du PACT le regarde terrorisée. L’homme recule et fait demi -tour.

J’ai écrit la feuille (à laquelle nous n’obtiendrons aucune réponse) et je la tends à l’aimable accueillante. Elle est désolée, se confonds en excuses et me dit qu’eux, le PACT, n’ont en fait en tant que sous-traitant aucun pouvoir. Elle rajoute « Vous auriez dû venir à plusieurs pour avoir des témoins ».

Je souris « je sais, la dernière fois nous étions trois » !

Je prends congé en la remerciant. Au moins ai-je marqué notre présence et fait pression. Suffisante pour qu’ils nous montrent demain si Julian Assange est vivant et si oui, dans quel état ?

La lutte pour la vérité ne fait que commencer….

Julian Assange versus Anna Ardin in August 2010 – being raped rather than being the rapist

Julian Assange on August 14, 2010 at the Conference in the House of Trade Unions in Stockholm. On his right Peter Weiderud, president of the Christian Brotherhood within the Social Democratic Party, organizer of the meeting. On the far right, Anna Ardin, then spokesperson for the organization and Weiderud’s assistant.

Monika Karbowska

Julian Assange on this conference 14 August 2010 in Sweden

This was the first text I wrote about Julian Assange in August 2019. I didn’t know much about the case yet. I just wanted to unravel the case of the rape charges and to understand why my former feminist colleagues in the Feminist Party participated in the witch hunt. Reading Julian Assange’s legal file as published on the internet, I discovered some surprising facts.

Julian Assange in the offices of the Aftonbladet newspaper on August 13, 2010 before the conference on August 14.

August 2019. This article is the first one in a series of analyses of the Swedish legal case against Julian Assange. I feel the necessity to publish my analysis because I’ve never believed in Julian Assange’s guilt, whose legal file from the very start was an accumulation of unbelievable manipulations by the Swedish Department of Justice. These manipulations will be outlined in another article, mainly the collusion between the main complainant, Anna Ardin, and Irmeli Krans, the police officer who noted down the accusation of the two complainants – Ardin and Krans being not only close friends, but also eligible members of the same political party. This fact should have been enough reason to immediately drop the case due to procedural error, and even an appointed lawyer could have come to this conclusion.

The Conference of the 14 August 2010 in Stockholm

I’m writing this article in order to shine a light on some elements of this case which have been rarely published and, even less so, analyzed. My starting point will therefore not be the accusation, but the defense – being accused of rape by Anna Ardin and having had to learn this through an article published in a Swedish tabloid on August 20, 2010, Julian Assange immediately responds to the subpoena issued by the Swedish police. During his interview with the police om August 30, 2010, Assange gives them his version of what had happened. The summary of his deposition has rarely been published and hardly ever been analyzed. Yet this is one of the rare accounts which have been produced spontaneously and without preparation. That’s why, in my view, this dialogue contains the most authentic elements about the whole “affair”, an affair which has cost this man almost a decade of solitary confinement, an imprisonment in a maximum-security prison at present and soon the certainty of extradition or the secret American torture prisons. Shining a light on the darkness of this “affair” is the only way to set free the political prisoner on European soil he has become.

Anna Ardin – picture from her Facebook

A second article will analyze the defense of Julian Assange against the accusations of Sofia Wilem, but given the fact that this defense dates from 2016 and has been mainly redacted under the influence of lawyers who have lost all of his cases, like Jenny Robinson, it’s less important than the deposition dating from August 30, 2010, against Anna Ardin.

Julian Assange wears on August 14, 2010 a wedding ring on his ring finger of the left hand. Who is he married to in Sweden?

What’s most striking when reading this document, is that Julian Assange seems so flabbergasted that he fails to defend himself. Initially he believes it is all a misunderstanding, he simply cannot believe that the person with whom he has been sharing the bed, their intimacy and apartment for an entire week, is now accusing him of rape.

The police officer kindly urges him to share the details of his emotional and sexual relationship with Anna Ardin in order to give his version of the facts and constitute his defense. His lawyer, Leif Silbersky, willingly encourages him to meticulously answer the questions so that not only the complainants version will be taken into account.

excerpt from the video of the conference

This is how we know that only one copulatory encounter has taken place, during their first night together which was August 13, and that this particular encounter has been experienced as rape by Anna Ardin. However the nights following this particular encounter have been filled with caresses much appreciated by her – she doesn’t accuse him of anything for those other nights… But Assange has not been able to give any more precise descriptions as the very vague “we’ve been mutually touching each other”. This small phrase isn’t strong enough to counterbalance the raw, harsh and realistic version given by the complainant about the events of that first night – her version being one of an Assange rushing on her directly upon their arrival at her apartment, tearing off her clothes and jewelry before clamping her on the bed. The complainant keeps silent about the caresses given to her by her lover during the entire rest of the week, which makes her narrative more than questionable.

After the conference (picture from a swedish site with original comments)

While Assange is unable to describe the caressing and hardly able to mention the two orgasms experienced by Ardin due to his caresses, this remains inaudible and thus the only remaining version – the complainant’s- is being imposed. Why doesn’t Julian Assange manage to talk, could it be out of shame? A shame that, apparently, is nowhere to be seen on the complainants’ side, who are spreading their complaint, providing it with extensive and very explicit sexual descriptions, almost to the extent of provoking arousal with the lecturer. Clearly, the shame here can only be detected on the side of the accused, which is an abnormality in classic cases of a woman being raped by a man.

Julian Assange after the conference of the 14 August 2010

The same happens with the central point of the accusation: the perforated or torn condom. Assange does not defend himself. He doesn’t remember who had taken the initiative to use a condom, nor does he remember who had put it on or even who had taken it off!

To almost every question he replies: I don’t remember. He is incapable of stating the hour the sexual encounter had taken place, or if there were more than one… The passivity, the  prostration as well as the abatement will cost him heavily because every charge is considered equally important as every discharge…Therefore, in absence of details which would underline a discharge, all that remains is the accusation.

To such an extent, that it worries his counsellor, who after the interrogation has come to an end, asks him if by any chance he has been intoxicated with drugs or made drunk. This is exactly the impression an outsider would have upon observation: if the alleged rapist displays such vagueness as well as loss of memory, would it not be possible that he is the one being abused, particularly with some kind of drug? The so-called “rape drug” can obviously functions both ways,  meaning its substances provoke the complete erasing of one’s memories of an event.

I’m heartbroken and deeply touched when I read Julian Assange’s answer to the question “ who initiated the sexual contact?” : “ Anna”.

“How did she do that?” Julian Assange’s answer: “she told me to sleep in her bed”. And she “added things that a lover is supposed to do in bed”. It is her who decides, not him. “After all, it is her apartment” – he says.

This image of passiveness and obedience is haunting me, as an outside viewer. The one who the United Stated as well as the mainstream media worldwide have accused and portrayed as a predator, is in fact a submissive, passive little boy. Given that Anna Ardin was also the person who let him use her address as a mandatory part of his residence permit request in the Schengen area, this adds to the completion of his vulnerability. A vulnerability towards the complainant that, logically speaking, should have incited his lawyer to question and doubt the accusation.

As to his lawyer, who has showed himself to be efficient and empathic, Leif Silbersky was sacked after a week. Who was advising Julian Assange then, and who suggested he’d break with Leif Silbersky? The answer to that question could put us on the track of those who have pushed Julian Assange in an indissoluble situation for over 10 years now, and who have had him lose ALL of his trials. Will they have him lose this final trial too, the one on which his life depends, the US extradition trial? If we, citizens who are concerned by injustice, fail to mobilize, this is exactly what “inevitably” will happen.

Julian Assange the 15 of August with Anna Ardin (left) and the heads of the Pirate Party
Signature of the cooperation with the Pirate Party the 15 of August 2010
Signature of the Cooperation Assange and Pirate Party the 15 of August 2010
Picture of Irmeli Krans, the police officer redacteur of the complain of Anna Ardin and Sofia Wilem against Assange and her friend from the Social Democrat Party Thomas Bodström, former Justice Minister and former Minister of Foreign Affairs, in 2010 associates of Claës Borgström, the lawyer of Anna Ardin and accuser of Assange

Documents available here :

https://nnn.se/nordic/assange/protocol.htm

http://www.nnn.se/nordic/assange/docs/protocol.pdf

http://www.nnn.se/nordic/assange/docs/memoria.pdf

Protocoll Julian Assange by swedish police , 30 August 2010, page 1
Idem page 2
idem page 3
Idem page 4
Idem page 5
idem page 6
idem page 7
idem page 8
Conférence in Stockholm 14. 08.2010 the Afghan War Diary – part 1
part 2
part 3
part 4
part 5
Anna Ardin today very happy with her life